» Nowości
Ruch Chorzów przegrał pierwszy mecz Pucharu Polski
Śląsk czeka na zdobycie mistrzostwa bądź Pucharu Polski już od wielu lat. Ostatnim klubem, który dokonał tej sztuki, był właśnie Ruch, który wygrał ligę w 1989 roku, a po Puchar sięgnął siedem lat później.
Teraz jedyną szansą na przerwanie tej fatalnej niemocy drużyn z naszego regionu są znowu niebiescy. Zespół, który w drugiej lidze gra szybko, z polotem i - co najważniejsze - skutecznie, sprawdził wczoraj na własnej skórze, co czeka go po ewentualnym awansie do elity.
Groclin, który do wczoraj w historii zmagań obu drużyn na Cichej jeszcze nie wygrał, postraszył chorzowski zespół już w drugiej minucie. Szczęście dla miejscowych, że Adrian Sikora ma zaledwie 170 centymetrów wzrostu, bo gdyby urósł o kilka centymetrów, niechybnie skierowałby piłkę głową do siatki.
Dominacja zespołu z Wielkopolski wynikała z przewagi w środku pola. Niestety dla piłkarzy Ruchu, nie tylko dlatego, że rywal miał w tej formacji o jednego zawodnika więcej. Piotr Świerczewski i Michał Goliński trzymali w szachu defensywę niebieskich, a ich dokładne podania w każdej chwili mogły otworzyć drogę do bramki.
- Byliśmy przygotowani na taką taktykę, na to, że rywal zagęści środek pola. Nie wyszło. Groclin to jednak bardziej wymagający rywal od tych, z którymi rywalizujemy na co dzień w drugiej lidze. Trudno było liczyć, że będziemy mieć tyle okazji do strzelania bramek co zwykle - tłumaczył Michał Pulkowski, pomocnik niebieskich.
Ruch był jednak najbliższy straty gola nie po porywającej akcji grodziszczan, lecz po fatalnym błędzie debiutującego w bramce Ruchu Roberta Mioduszewskiego. Na kiks "Miodka" zapracował atakujący go Sikora, po czym bramkarz chorzowskiej drużyny podał piłkę wprost na nogę Jarosława Laty. Bramka była pusta, Lato miał czas i miejsce i... tylko umiejętności zabrakło. Piłka po niepewnym uderzeniu przeleciała tuż obok słupka.
Gospodarze postraszyli rywala dopiero w ostatnich minutach pierwszej połowy. Po szybkim rozegraniu piłki i dobrym podaniu Wojciecha Grzyba z 10 metrów przestrzelił jednak Remigiusz Jezierski. Nowy napastnik Ruchu gra w tym sezonie z niecodziennym - na boisku piłki nożnej - numerem "76". Kibice się dziwili, ale gdy zobaczyli, że Świerczewski ma na plecach "77", przestali.
Szkoda, że Ruch tylko momentami grał w stylu, który jesienią pozwolił mu ograć na wyjeździe samą Wisłę Kraków. Szkoda, że w 74. minucie mocniej nie uderzył Przemysław Łudziński, któremu zabrakło centymetrów, by pokonać Aleksandra Ptaka. Precyzji i siły nie zabrakło za to piłce uderzonej przez Świerczewskiego, który kilka minut później pięknie przymierzył sprzed pola karnego tuż pod poprzeczkę bramki.
- Ostatni raz grałem na Cichej 15 lat temu, jeszcze w barwach GKS-u Katowice. Miło było wrócić, chociaż chorzowscy kibice za mną nie przepadają - śmiał się Świerczewski. - Z gola cieszę się podwójnie, bo w barwach "Gieksy" taka sztuka mi się nie udała. Zwycięstwo nie przyszło nam łatwo. Ruch to wymagający przeciwnik. Jedną nogą są już przecież w ekstraklasie - dodał. O awansie do półfinału zadecyduje rewanż, który 4 kwietnia zostanie rozegrany na boisku Groclinu.
Ruch Chorzów 0-1 Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski
Piotr Świerczewski 79
Ruch: 96. Robert Mioduszewski - 19. Marcin Makuch, 4. Ireneusz Adamski, 3. Grzegorz Baran, 23. Michał Osiński (87, 29. Ariel Jakubowski) - 6. Wojciech Grzyb (77, 14. Łukasz Janoszka), 17. Michał Pulkowski, 16. Grzegorz Bonk, 22. Tomasz Sokołowski - 20. Piotr Ćwielong, 76. Remigiusz Jezierski (67, 13. Przemysław Łudziński).
Dyskobolia: 1. Aleksander Ptak - 2. Radek Mynář, 26. Mate Lacić, 18. Igor Kozioł, 4. Vlade Lazarevski - 7. Piotr Piechniak, 77. Piotr Świerczewski, 11. Marek Sokołowski, 14. Michał Goliński (87 Radosław Majewski), 20. Jarosław Lato (68, 22. Piotr Rocki) - 9. Adrian Sikora (84 Takesure Chinyama).
żółte kartki: Tomasz Sokołowski, Przemysław Łudziński - Radek Mynář, Marek Sokołowski.
sędziował: Krzysztof Słupik (Tarnów).
widzów: 5000.
Dziennik Zachodni




