» Nowości
Efekt? Wyniki!
Wszystko się zmieniło: jakość treningu, sposób podejścia do niego oraz obciążenia - przekonują piłkarze pracujący pod kierunkiem Marka Wleciałowskiego.
Piłkarze Ruchu powrócili ze zgrupowania w Wiśle; wczoraj mieli dzień wolny. Podczas pobytu w Beskidach sporo się mówiło o jakości zajęć pod kierunkiem Marka Wleciałowskiego. Zawodnicy znający już jego metody pilnie obserwowali „nowych”, którym przyszło pracować w innych warunkach. - W ubiegłym roku o tej samej porze też sprawiałem wrażenie zagubionego, a przecież juz wiele klubów zaliczyłem w swoim piłkarskim życiu - uśmiechał się Grażvydas Mikulenas.
Nigdy w życiu
Wojciech Grzyb, kapitan zespołu, należy do najbardziej doświadczonych zawodników. Miał już okazję ćwiczyć pod okiem Wleciałowskiego rok temu. - Do końca tak nie było, bowiem w styczniu ubiegłego roku przechodziłem rehabilitację po kontuzji i dołączyłem do zespołu już po pierwszym zgrupowaniu - wyjaśnia pomocnik „niebieskich”. - Wszystko się zmieniło: jakość treningu, sposób podejścia do niego oraz obciążenia, a dowodem tego są nasze wyniki. Wiosną początkowo to jeszcze nie zaskoczyło, ale potem mieliśmy już zapowiedź udanej jesieni. Nie miałem okazji wcześniej okazji pracować u trenerów, którzy pozostają w ścisłym kontakcie z doktorem Jerzym Wielkoszyńskim. Tutaj akcent jest postawiony na dynamikę, ćwiczenia ze sztangą oraz rozciągające, w „gumach”. Z kolei schemat pracy w Odrze Wodzisław był nieco inny, oparty na bazie tlenowej. I w Odrze, i w Ruchu, w moim przypadku, obie drogi się sprawdzały. Czasami może mi brakowało siły, ale to wynikało z tego, jak angażowałem się w spotkanie. Trener Franciszek Smuda zawsze powtarzał: jeżeli ktoś nie ma sił i to komunikuje, to żaden wstyd. Oznacza to, że albo dał z siebie wszystko, albo tego dnia gorzej się czuję.
Zamiast biegania
Michał Haftkowski, wysoki napastnik (197 cm) Jantaru Ustka, stara się o angaż do Ruchu. Ma już za sobą zgrupowanie w Wiśle. - Tylko proszę mnie nie pytać, co dalej, bo sam niecierpliwie czekam na sygnał od działaczy - mówi nieśmiało piłkarz, który ma już „ksywkę” polski Peter Crouch. - Mam nadzieję, że wykorzystałem swoją szansę, bo przecież reprezentować taki klub to zaszczyt.
W „gierkach wewnętrznych” Haftkowski pokazał się z jak najlepszej strony i zadziwił wielu obserwatorów sprawnością fizyczną. - Gdy jechałem do Wisły to wyobrażałem sobie, że będziemy biegali po górach i wylejemy sporo potu - wyjawia młodzian. - A tymczasem byłem zaskoczony jakością zajęć. Skłamałbym gdybym powiedział, że nie miałem zakwasów, ale mój organizm dość szybko się regeneruje i po dniu odpoczynku znów z ochotą przystąpię do zajęć.
Kostka Matko
Haftkowski nie pojechał do rodzinnej Ustki i czeka na decyzję trenera oraz ewentualnie finalizację rozmów transferowych. W podobnej sytuacji znajdują się: Dariusz Gęsior, Ariel Jakubowski (obaj przechodzili wczoraj badania u doktora Wielkoszyńskiego) i Matko Perdijić. Chorwat skręcił ostatnio staw skokowy, ale może zostanie poddany testom podczas sparingu z Widzewem.
Sport




