» Nowości
Kto spłaci długi?
ZUS domaga się od pięciu byłych działaczy Ruchu Chorzów 1,4 mln złotych. Najwyższa żądana kwota przekracza 450 tysięcy.
Piłkarze „niebieskich” walczą obecnie o awans do ekstraklasy, więc mało kto wraca pamięcią do czasów, gdy w szatni z kurków płynęła jedynie zimna woda, bo klub nie miał z czego uregulować rachunków za wodę, gaz i światło. – Problemy finansowe były niemal zawsze. Co rusz „gaszono pożar”, aż dwa lata temu klub stanął na krawędzi bankructwa – wspomina Mariusz Śrutwa, były zawodnik i członek zarządu.
Temat tabu
Mimo że do 1998 roku wygenerowano 3,3 mln zł długu wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (został umorzony, gdyż nie sposób było wyegzekwować pieniędzy) ówczesnemu prezesowi Krystianowi Rogali i innym działaczom Ruchu marzyło się nawiązanie do sukcesów sprzed lat. Zaciągano więc kredyty, a piłkarzom oferowano kontrakty, często bez pokrycia finansowego. Bazowano na obietnicach i umowach sponsorskich, a tymczasem wielu reklamodawców miało własne problemy i ociągało się z płatnościami. - Słyszałem, że w szczytowym okresie zadłużenie Ruchu wynosiło 20 mln złotych! Bywało, że na wypłaty czekaliśmy po kilka miesięcy - wzdycha Śrutwa.
10-11 milionów złotych miały zdaniem Krystiana Rogali wynosić pasywa klubu w grudniu 2003 roku. Prezes „niebieskich” obiecywał wówczas, iż część kwoty zostanie niebawem anulowana. Słowa dotrzymał, bo m.in. za sprawą pieniędzy ze środków... PZPN (sam Rogala nadal jest członkiem Komisji Zagranicznej PZPN) wpłacono do budżetu państwa 1,8 mln zł, dzięki czemu zadłużenie wobec Urzędu Skarbowego drastycznie zmalało (tzw. „ustawa Kołodki”). - Nasz dług wobec „fiskusa” zmniejszył się o ponad 7,8 mln złotych. Kwota ta stanowiła około 60 procent zadłużenia klubu - obwieścił w kwietniu 2004 roku sekretarz klubu, Krzysztof Hermanowicz. Ile wówczas wynosiło faktyczne zadłużenie? – Będąc przez krótki czas w zarządzie klubu domagałem się, aby oszacowano pasywa, ale nikt się do tego nie kwapił – rozkłada bezradnie ręce Śrutwa.
Pięciu na cenzurowanym
Gdy dwa miesiące potem skończyła się era Krystiana Rogali, a nowym prezesem został Stefan Mleczko, gruchnęła wieść, że długi wynoszą aż 15 mln zł! – Dotąd nie wiedzieliśmy, iż klub boryka się z takimi problemami! Prezes Rogala dzielił się z nami jedynie ogólnikami mówiąc, że w kasie brak pieniędzy, więc mamy rozglądać się z nowymi sponsorami – przekonuje Jerzy Bębenek, który teraz razem z Rogalą i trzema innymi osobami może ponieść poważne konsekwencje za ówczesną politykę klubu. Dlaczego? Bo w grudniu 2004 roku stowarzyszenie zobowiązało sportową spółkę akcyjną (ten podmiot obecnie zarządza klubem) do spłaty jedynie części wierzycieli. – Mowa o blisko setce osób i firm. Musieliśmy zabrać na siebie balast w postaci 5 mln zł - przypomina dyrektor Ruchu, Krzysztof Ziętek. Łatwo zatem policzyć, iż dług stowarzyszenia stopniał do około 10 mln zł. Nadal ono działa, lecz znajduje się w stanie likwidacji i szansa dłużników na odzyskanie pieniędzy od tego podmiotu jest nikła. Dlatego ZUS wydał stosowną decyzję administracyjną, której treść mówi, iż „odpowiedzialność (za zwrot długu – przyp. red.) ponoszą solidarnie członkowie organów zarządzających”, więc to oni z własnych kieszeni powinni spłacić 1,4 mln zł z tytułu nieuregulowanych (w latach 2003-2004) składek ubezpieczeniowych. Na cenzurowanym znalazło się pięć osób. Mowa o Krystianie Rogali, Krzysztofie Grudzińskim, Walterze Sklepowiczu, Edmundzie Nawrockim i Jerzym Bębenku. Kwoty są niebagatelne, bo wahają się od 467.707 do 43.180 zł „na głowę”. - Po co mi były takie problemy na starość. Szanowałem Rogalę, a on zrobił mnie na szaro – żali się Sklepowicz. - Nie miałem świadomości i wiedzy na temat finansów klubu i ich problemów. Podejrzewam, że gdybym teraz poruszył ten temat w rozmowie z Rogalą, to skończyłoby się na ostrej wymianie zdań - mówi anonimowo inny z poszkodowanych. Cała piątka nie zgadza się z postanowieniem ZUS-u, więc odwołała się do Sądu Okręgowego w Chorzowie.
168 dni zwolnienia
Krystian Rogala twierdzi w odwołaniu, iż „prezes jedynie koordynował pracę zarządu i reprezentował klub na zewnątrz”. Jednak zdaniem pozostałych członków zarządu, pieczę nad finansami mieli jedynie Rogala i główny księgowy. – Ale nie my jesteśmy sędziami w tej sprawie – mówią zgodnie. Dlatego w swoich odwołaniach użyli innych argumentów. „Następca prawny (czyli sportowa spółka akcyjna – przyp. red) jest niewątpliwie ekonomicznie powiązany ze swoim poprzednikiem, co powinno stanowić podstawową przesłankę nałożenia właśnie na niego, a nie na byłych społecznych członków zarządu stowarzyszenia” - uważa adwokat Edmunda Nawrockiego. Natomiast Jerzy Bębenek przedstawił sądowi zwolnienia lekarskie za okres 168 dni w 2003 roku, a więc jego zdaniem „nie brał faktycznego udziału w pracach Zarządu [...] Z tego powodu nie posiadał żadnej wiedzy o ujawnionych zaległościach w opłacaniu składek i stanie majątkowym Klubu.” - ZUS chce iść po najmniejszej linii oporu i wydusić pieniądze od tych członków zarządu, którzy mogą ten dług spłacić. Moim zdaniem sprawa powinna być wyjaśniona z ludźmi kompetentnymi, którzy posiadali wiedzę na temat finansów tj. z prezesem, księgowym i komisją rewizyjną - uważa Bębenek.
– Nie wiem jakimi kryteriami kierował się ZUS, gdy spośród członków zarządu wybrano akurat tych ludzi. Widać miał jakieś podstawy. Sam osobiście dopisałbym do niej jeszcze kilka nazwisk – nie kryje Śrutwa, który zainteresował się sprawą nieco z przymusu, gdyż przy rozpatrywaniu odwołań sąd domaga się, aby na rozprawy uczęszczali w rolach świadków również inni członkowie zarządu z lat 2003-2004. Ostatnie posiedzenie sądu miało się odbyć 15 grudnia ubiegłego roku, lecz została odwołana ze względów proceduralnych. Następnego terminu jeszcze nie ustalono. Jeśli sąd odwołania piątki oskarżonych oddali, to zostaną oni prawomocnie zobowiązani do spłaty zobowiązań.
Krystian Rogala: Ktoś opowiada nieprawdę
Był pan zaskoczony ZUS-owskim wnioskiem o spłatę zadłużenia stowarzyszenia Ruch Chorzów przez pana i innych członków zarządu?
Krystian Rogala:- Kiedy weszła w życie ustawa, pozwalająca - w razie niemożności ściągnięcia przez ZUS należności z majątku stowarzyszeń - obciążanie tymi wierzytelnościami członków władz takiej organizacji, zdałem sobie sprawę, że to może nastąpić. Byłem zresztą chyba pierwszym członkiem zarządy KS Ruch, który otrzymał w tej sprawie pismo z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Potem podobne dokumenty dotarły do czterech innych działaczy. Wciąż jednak nie bardzo rozumiem, dlaczego nas pięciu ZUS wskazał jako płatników. W owym okresie zarząd klubu liczył blisko 40 osób.
Próbowaliście - jako zarząd KS Ruch - spłacać zadłużenie?
- Jak najbardziej. Korzystaliśmy z przepisów o restrukturyzacji zadłużenia. Stowarzyszenie regularnie spłacało raty wynikające z porozumienia z urzędem. I bylibyśmy wykorzystali ową ustawę, gdyby nie fakt, że zabrakło bardzo niewielkiej kwoty na zapłacenie... ostatniej, dziesiątej raty. Chodziło bodaj o 18 tys. zł, można było sprawę z ZUS-em definitywnie załatwić.
A jednak pozostała niezałatwiona. Jest pan w stanie dziś zapłacić kwotę, której od pana - osoby fizycznej - domaga się ZUS?
- W żadnym wypadku. Stąd moje odwołanie do sądu od decyzji ZUS-owskiej. Nie chcę - i nie mogę - zdradzać wszystkich argumentów, jakie podniosłem. Ale powiem, że w momencie wydawania przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych decyzji o ściągnięciu zaległych pieniędzy m.in. ode mnie, stowarzyszenie miało majątek, z którego mogło pokryć zadłużenie. Ba; ma ten majątek i dziś, można by po jego składniki sięgnąć i roszczenia urzędu zaspokoić. Na dodatek - tu ukłon w stronę pana Mariusza Klimka, większościowego udziałowca SSA Ruch - spółka zawarła ze stowarzyszeniem umowę, iż środki z reklam przez nie pozyskanych mogą pójść nie na działalność spółki, ale właśnie spłatę długów.
Niektórzy z pańskich byłych współpracowników z zarządu KS Ruch powtarzają, że ponosi pan wyłączną odpowiedzialność za te długi. Choćby dlatego, że unikano w czasie pańskiej prezesury oszacowania wszystkich należności...
- Ktoś opowiada nieprawdę. W owym czasie co roku odbywało się walne zgromadzenie sprawozdawcze członków stowarzyszenia, na którym przedstawiano bilans finansowy za 12 miesięcy działalności klubu. Wcześniej z tymi dokumentami zapoznawano zarząd. Mało tego; na comiesięcznym posiedzeniu tego gremium przedstawiałem informację o stanie zadłużenia. Tyle że... nikt nie chciał tego słuchać. Większym zainteresowaniem i powodzeniem cieszyły się dyskusje o sportowych aspektach działania klubu, o ostatnim meczu po prostu...
Zarzucają panu także to, że decyzje finansowe podejmował pan jednoosobowo.
- Trudno mi naprawdę komentować takie stwierdzenia, to poniżej mojej godności. Przecież każdy transfer, każdy większy wydatek klubowy był najpierw dyskutowany na forum zarządu, a potem akceptowany - bądź nie - przez jego członków.
Na koniec pytanie z zupełnie innej beczki. Nie pojawia się pan od dłuższego czasu przy Cichej...
- Ruch nadal jest mi bliski, emocjonuję się każdym występem piłkarzy. Ale nie chcę swą obecnością dawać nikomu powodów do złośliwych komentarzy. „Teraz się cieszy” - usłyszałbym zapewne, gdyby coś szło nie tak. A w razie sukcesu nie omieszkano by zauważyć, że pewnie czekam na potknięcie drużyny... Dlatego czekam na powrót Ruchu do I ligi, na usadowienie się „Niebieskich” w środku ekstraklasowej tabeli. Wtedy pojawię się przy Cichej...
Sport




