» Nowości
Sprawa za 811 tysięcy
Marcin Baszczyński i Damian Gorawski to piłkarze, którzy w przeszłości przenosili się z Ruchu Chorzów do Wisły Kraków. Dla „Niebieskich” te transfery nie były dobrym interesem. Z Piotrem Ćwielongiem ma być inaczej.
Przede wszystkim transfer Ćwielonga do Wisły ma zamknąć temat długu Ruchu wobec Krakowian. Ta sprawa ciągnie się już bardzo długo. Wszystko zaczęło się latem 2000 roku. Wtedy przy okazji przenosin Baszczyńskiego do Wisły, kadra Ruchu powiększyła się o Łukasza Surmę, Jakuba Wierzchowskiego, Sławomira Palucha i Daniela Dubickiego. Trzej pierwsi trafili na zasadzie transferu definitywnego. Dubicki został wypożyczony na rok. Ktoś powie, że chorzowianie zrobili wtedy dobry interes, bo oddali jednego gracza, a dostali czterech, i to całkiem niezłych. Problem w tym, że przy okazji Ruch płacił nie tylko Baszczyńskim, ale i sporą kwotą w gotówce. A że prezes Krystian Rogala nie należał do najlepszych gospodarzy, dług z każdym rokiem rósł.
Za grosze
W 2003 roku chorzowianie podjęli pierwszą próbę skasowania wierzytelności. Gdy Wisła zainteresowała się napastnikiem Damianem Gorawskim, Ruch rzucił hasło: oddamy wam zawodnika za długi. Problem polegał na tym, że kontrakt Gorawskiego z Ruchem wygasał za pół roku, więc krakowianie odparli, że ich taki układ nie interesuje. Poczekamy – powiedzieli działacze Wisły. Ostatecznie chorzowianie podjęli desperacką próbę, wrócili do stołu rozmów i sprzedali „Gorę” za grosze. Dziś klub z Cichej jest winny Wiśle 811 tys. zł. Ćwielonga wyceniono na milion złotych. Oczywiście tyle krakowianie za 20 – latka nie dadzą. Z drugiej strony Wiśle opłaca się pozyskać piłkarza, bo na zwrot mogą poczekać bardzo długo. A gracza który jest młody, zdolny i dobrze rokuje mogą mieć tu i teraz. Szykują się zatem długie ale i też spokojne negocjacje. Nie będzie takiego skandalu, jaki stał się udziałem Gorawskiego.
Udusić prezesa!
Przypomnijmy, że krótko po przenosinach Gorawski chciał… udusić prezesa Rogalę. Ruch miał wobec Gorawskiego 130 tys. zł. zaległości, dodatkowo okazało się, że piłkarz musi zwrócić pożyczkę, którą wziął ze SKOK – u na klub. Prezes Rogala obiecywał wtedy Gorawskiemu i innym piłkarzom, że tymi pożyczkami martwić się nie muszą. „Gora” przypomniał sobie o sprawie, gdy przyszło wezwanie do zapłaty. – Znam Damiana, wiele rozmawiamy. Ze mną jednak, o ile dojdzie do transferu, będzie inaczej. Ja nawet nie dzwonię do działaczy Ruchu i nie naciskam na to, by sprzedali mnie do Wisły. Będzie co ma być – Mówi Ćwielong, który z lektury naszej gazety dowiedział się, na ile wycenił go Ruch i w jakim punkcie są rozmowy. – Jednak nie mnie oceniać czy jestem wart milion, bo nawet nie wiem, jakie ceny krążą na giełdzie. Przyznam, że jakoś nie grzeję się tymi informacjami, choćby z tego powodu, że mam kontrakt z Ruchem ważny jeszcze przez dwa lata – zdradza piłkarz.
Szanse na to, by Ćwielong wypełnił kontrakt są jednak coraz mniejsze. – Przyznam, że rozmawiam z jednej strony z Adamem Nawałką, a z drugiej z władzami Ruchu. Przekonuję obie strony do tego transferu – mówi menedżer zawodnika Tomasz Kaczmarczyk, który jest zdania, że Ćwielong dorósł do przenosin. Dla Ruchu jednak ważniejsze od tego czy piłkarz dorósł, jest to, czy dorósł na tyle, by Wisła zapłaciła za niego minimum 811 tysięcy.
Przegląd Sportowy




