Ruch Chorzów - chorzowska piłka nożna

RuchChorzow.com - największy serwis piłkarski o Niebieskich

» Nowości

Nowy sponsor Ruchu: żeby coś miało sens, trzeba zaangażować się finansowo

- Dobrze postrzegana marka to największe dobro Ruchu. Rozmawiam z różnymi biznesmenami, którzy są także kibicami. Gdy wspominam o Ruchu, zawsze okazują swój szacunek. Taka marka to skarb! - mówi Dariusz Smagorowicz, nowy sponsor Ruchu.

38-letni Smagorowicz jest nowym członkiem Rady Nadzorczej SSA Ruch Chorzów. Spotykamy się w katowickiej siedzibie formy Pronox Technology, która jest jego dzieckiem. - Zaczynaliśmy osiem lat temu z grupą znajomych ze studiów. Gdy wynajmowaliśmy na biuro starą stołówkę Uniwersytetu Śląskiego, niektórzy pukali się w głowy - opowiada 38-letni wiceprezes Pronoksu. Firma najpierw handlowała częściami komputerowymi, potem elektroniką użytkową, teraz przyszedł czas na poważniejsze interesy. W Dąbrowie Górniczej trwa właśnie budowa fabryki telewizorów LCD i odtwarzaczy DVD. Plany zakładają, że za kilka lat Pronox ma uzyskiwać 2 miliardy złotych przychodu rocznie! Smagorowicz nie chce rozmawiać o pieniądzach, które włoży w klub, ale wiadomo, że jego pomoc będzie znaczna.

Jak to się stało się, że został Pan działaczem i sponsorem chorzowskiego klubu?

- To był długi proces, a stał za nim Mariusz Klimek [główny udziałowiec i sponsor niebieskich - przyp. red.], który krok po kroku wciągał mnie w Ruch. Na początku mówił: "chodź na mecz, zobaczysz, będzie fajnie". Podkreślał, że w Chorzowie naprawdę można zbudować silny klub. Pierwszy raz przyszedłem na stadion bodaj trzy sezony temu. Ruch nie wygrywał wtedy tak często jak teraz. Każde zwycięstwo było wielkim świętem. Mimo to nie przejmowałem się porażkami. Porażki mnie nie przerażają, ponieważ są wpisane w życie. Jestem cierpliwy.

Jest Pan też biznesmenem, a na Ruchu póki co nie można zarobić.

- Pieniądze w tym wypadku nie są najważniejsze. Może pan wierzyć albo nie, ale praca społeczna daje mi satysfakcję. Mam bardzo dużo zajęć. Pracuję w dwóch firmach, które zatrudniają prawie 500 osób. Ktoś może zapytać, gdzie tu miejsce na Ruch? Otóż musi być! Nie można cały czas myśleć o biznesie, rozmawiać o kredytach i inwestycjach. W pewnym momencie człowiek dochodzi do wniosku, że warto coś zrobić dla innych. A ja lubię pomagać.

Kto będzie pomagał Ruchowi - Pan czy Pronox Technology?

- I ja, i Pronox. Mam nadzieję, że na tym się nie skończy. Prowadzimy rozmowy z kolejnymi firmami. Chcemy, żeby tych sponsorów było jak najwięcej.

Być może dzięki Panu uda się dotrzeć do biznesmenów z zupełnie nowych branży.

- Takie było zamierzenie.

Tak Pan, jak i Mariusz Klimek macie dobre kontakty na rynku chińskim. Czy jest możliwe, by do Ruchu popłynęły też pieniądze z Azji?

- Oj, daleko wybiegamy w przyszłość... Nie ograniczam się w żadnych pomysłach i kto wie, może za rok-dwa staniemy przed takim dylematem. Jesteśmy otwarci na wszelkie idee, nawet te najbardziej odważne.

Podkreśla Pan, że istotnym kapitałem chorzowskiego klubu jest tradycja.

- Bo taka jest prawda. Dobrze postrzegana marka to największe dobro Ruchu. Rozmawiam z różnymi biznesmenami, którzy są też kibicami. Gdy wspominam o Ruchu, zawsze okazują szacunek. Taka marka to po prostu skarb!

Będzie Pan działaczem, który będzie się też angażował w budowę drużyny, doradzał transfery zawodników?

- To nie dla mnie, tę rolę zostawiam innym.

Pana firma pierwszy raz angażuje się w sponsoring sportowy?

- Nie. Naszym dzieckiem jest 4energy - masowa impreza dla mieszkańców Katowic. To półmaraton, za nami już druga edycja. W pierwszą niedzielę października miałem olbrzymią satysfakcję, bo na starcie stanęło prawie 800 osób. Za rok spróbujemy pobić rekord, liczę na 1300 osób.

Słyszałem, że bieganie to Pana pasja.

- Prawie jak nałóg (śmiech). Zacząłem biegać kilka lat temu. Pewnego dnia obudziłem się i zacząłem się bacznie przyglądać oponce wokół brzucha. W szczytowym momencie ważyłem 94 kg [Smagorowicz ma ok. 170 cm wzrostu - przyp. red.]. To był efekt wyniszczającego trybu życia. Praca po 12 godzin na dobę, stres, nieregularne odżywianie.

Postanowiłem z tym zerwać, wyjechałem na specjalny obóz kondycyjny. Wyłączyłem telefon, rodzinę zostawiłem w domu... i zacząłem kurs "przestawiania w głowie". Efekt był taki, że po dwóch dniach intensywnych ćwiczeń nie mogłem zasnąć. Leżałem na łóżku z otwartymi oczami, strasznie się pociłem. Zrozumiałem, że mój organizm doznał szoku. Potem było już lepiej, ale cały czas czegoś mi brakowało - tym czymś był jasny cel. Pewnego dnia postanowiłem, że przebiegnę maraton, bo ja lubię dalekie cele. Znajomi, którzy pamiętali, jak ogromy wysiłek sprawiał mi półgodzinny marsz po plaży, mówili, że zwariowałem. Ja jednak miałem plan...

Trener rozpisał mi program ćwiczeń, lekarz zbadał, do tego doszły odżywki, suplementy. Efekt był taki, że po roku stanąłem na starcie maratonu we Wrocławiu. Po niespełna czterech godzinach byłem na mecie, niezwykle szczęśliwy! Bieganie pozwoliło mi odkryć w sobie naturalną chemię. Teraz jestem od niej uzależniony, gdy nie przebiegnę 10 km dziennie, to czuję się źle, jestem niedobry dla swoich współpracowników. To dla nich biegam (śmiech). Teraz w niedzielę pobiegnę maraton w Lizbonie.

Mówi Pan o sobie: jestem długodystansowcem. Czy taką długodystansową inwestycją będzie też Ruch?

- Inaczej się nie da. To jest fajne, bo zmusza do systematycznej pracy. Sport i biznes nie różnią się tak bardzo, jak się niektórym wydaje. W obu dziedzinach sukces na krótką metę jest możliwy, ale też nietrwały. Dla mnie to takie błyskotki. Traktuję Ruch jak firmę. Musi być plan, budżet, cel... a na koniec będzie wielka radość, jak na mecie maratonu. To jest projekt na lata.

Pana dzień będzie teraz jeszcze krótszy. Co na to rodzina?

- Mam żonę i dwójkę dzieci. Zanim zdecydowałem się na Ruch, długo na ten temat rozmawialiśmy. Dzień na pewno nie stanie się dłuższy, ale mam nadzieję, że praca dla klubu przyniesie też korzyści. Tak jak było z bieganiem, któremu poświęcam teraz każdego dnia do trzech godzin. Moja żona to mądra kobieta - wie, że ten czas nie jest stracony, ponieważ przekłada się na moje lepsze zdrowie, optymizm. Ruch na pewno dostarczy mi adrenaliny, emocji. Nie pamiętam już, kiedy cieszyłem się tak szczerze, jak po zwycięstwie z Wisłą Kraków. Jeszcze pół godziny po meczu na samo wspomnienie spotkania byłem uśmiechnięty od ucha do ucha. To nie są wymierne korzyści, ale równie ważne, bo dzięki nim poczułem się lepiej psychicznie. Podjąłem decyzję, że będę poświęcał Ruchowi kilka godzin tygodniowo. To dużo, ponieważ mój czas jest cenniejszy niż pieniądze.

Zostanie Pan akcjonariuszem spółki?

- Już nim jestem. By praca miała sens, trzeba się w nią zaangażować finansowo. Ewentualne straty czy porażki muszą boleć. Inaczej się nie da, tylko wtedy robi się coś naprawdę.


Wleciałowski na stażu we Włoszech

Marek Wleciałowski, trener Ruchu Chorzów dziś wyjeżdża do Sieny na dwutygodniowy staż. Tamtejszy zespół zajmuje obecnie 9 miejsce w Serie A. Staż załatwił Marek Koźmiński.

Dodał: Mishtall, dnia 02.12.2006, 09:50 :: komentarze []
 

Zmiany

• 10.11.06
Nowe Zdjęcie -
Kibicki

• 01.11.06
Nowa Sonda -
Sonda

• 31.10.06
Nowe zdjęcia -
Graffiti

• 21.10.06
Ruch - Stal -
Fotogaleria

Poprzedni mecz

Następny mecz

Tabela

Sonda

W którym meczu Ruch zapewni sobie utrzymanie ?
 
 
 
Wyniki

Artykuły

Fotoreportaże

 
 
 
Copyright © 2004-2007 RuchChorzow.com. Wszelkie Prawa Zastrzeżone. Sponsor serwisu - bet-at-home.com