Ruch Chorzów - chorzowska piłka nożna

Typuj w Bwin na Ruch Chorzow! Zakłady bukmacherskie na www.bwin.com

» Nowości

Świetne nastroje w Ruchu Chorzów po rundzie jesiennej

Ruch Chorzów jest na najlepszej drodze do ekstraklasy. Zimą klub czekają nowe wyzwania, zanosi się też na kolejną zmianę prezesa.

Po niedzielnym zwycięstwie z Podbeskidziem Bielsko-Biała niebiescy wdrapali się na upragniony fotel lidera II ligi. Sukces świętowali w restauracji Janusza Patermana - członka Rady Nadzorczej SSA Ruch. Na luzie, z żonami i sympatiami u boku, zamienili murawę na taneczny parkiet. Nad udziałem w "Tańcu z gwiazdami" powinien szczególnie pomyśleć Grażvydas Mikulenas. Teraz już wiemy, gdzie Litwin nauczył się tak świetnie balansować ciałem, mijając obrońców drużyny rywala.

Po hucznej zabawie (do godz. 4 nad ranem) piłkarze dostali wolne do 10 grudnia. Potem zespół wyjedzie na krótkie zgrupowanie do Wisły, po czym zawodnicy znowu będą mieli trzy tygodnie urlopu. Wolne nie dotyczy na szczęście działaczy, którzy już myślą jak wzmocnić zespół. Priorytetem jest zatrzymanie czołowych zawodników z obecnej kadry, szczególnie Piotra Ćwielonga, Grzegorza Barana i Przemysława Łudzińskiego (wszyscy mają ważne kontrakty, ale umowy dwóch ostatnich kończą się za pół roku). O piłkarzy pyta GKS Bełchatów, Legia, a nawet Wisła Kraków. Górnik Zabrze zaprosił Barana, a także Łukasza Janoszkę (piłkarz Ruchu wypożyczony do Walki Zabrze) na testy, ale w chorzowskim klubie nawet nie chcą o tym słyszeć.

Łudziński i Baran mają podpisać nowe umowy w najbliższych dniach. - Proszę napisać, że Przemek na pewno zostanie. Mówił mi przy stoliku! - śmiał się Sebastian Nowak, widząc jak dziennikarze męczą jego kolegę. - Nie chcemy osłabiać drużyny, ale niewykluczone, że jeżeli pojawi się bardzo dobra propozycja to jednego zawodnika sprzedamy. Jeżeli tak się stanie, pieniądze zainwestujemy w kupno nowych, perspektywicznych graczy - podkreślał Paterman.

Zimą ma się też zmienić skład Rady Nadzorczej spółki. Głównym sponsorem pozostanie Mariusz Klimek, ale z pozyskaniem nowego akcjonariusza klub ma też zyskać poważną pomoc finansową. Zanosi się na kolejną zmianę prezesa, ale na razie za wcześnie na konkrety. Na razie jeszcze cicho o wzmocnieniach. Piłkarzem Ruchu ma być Krzysztof Nykiel z Radomiaka, może wróci z wypożyczenia Łukasz Janoszka. W kontekście wzmocnień wciąż padają nazwiska Pawła Drumlaka, Jacka Magiery, a nawet Andrzeja Kubicy. Ostateczne decyzje należą jednak do trenera Wleciałowskiego.

Na zakończeniu sezonu pojawił się też Grzegorz Rajman, który powoli zapomina o ciężkiej kontuzji i w styczniu ma już trenować pełną parą. Zawodnik już rozmawiał z Wleciałowskim o swoim ewentualnym powrocie do drużyny.


Marek Wleciałowski: "Runda rewanżowa będzie o wiele trudniejsza."

Wojciech Todur: To co: przenosi się Pan do Wisły Kraków?

Marek Wleciałowski, trener Ruchu (uśmiechnięty i rozluźniony nuci słowa piosenki „nie przenoście nam stolicy do Krakowa”)...

Jak zimą zmieni się Ruch?

- Będę wnioskował, by kadra powiększyła się o trzech, może nawet czterech graczy. To nie będzie łatwe, bo nasz budżet jest na średnim drugoligowym poziomie. Nie możemy się równać z drużynami z którymi rywalizujemy o awans. W dodatku zimą jest trudniej pozyskać wartościowego gracza niż latem. Większość zawodników ma kontrakty podpisane do czerwca, takich piłkarzy trzeba wykupić, a jak już mówiłem możliwości klubu są ograniczone.

Z kogo Pan zrezygnuje?

- Żeby z kogokolwiek zrezygnować, trzeba mieć na jego miejsce lepszego. Teraz przyjdzie czas na analizę. Zastanowimy się z działaczami, kto miał słabszą rundę, kto nie sprostał wymaganiom.

Myślę, że ta runda znacznie powiększyła liczbę pełnoprawnych piłkarzy Ruchu.

- Miała na to wpływ przede wszystkim ciężka praca. Poziom się wyrównał. Dopracowałem się grona ludzi, że zmuszało mnie to, bym przed każdym spotkaniem zastanawiał się, na kogo postawić. To ważne, bo runda rewanżowa będzie o wiele trudniejsza. Będą kartki, kontuzje, dojdzie też presja związana z wynikiem.

Wydaje się, że zmienił Pan mentalność kilku piłkarzy.

- Zależało mi, żeby spojrzeli na siebie inaczej. Taki Przemek Łudziński uwierzył, że wchodząc z ławki, też może rozstrzygać o losach spotkania. Piotrek Ćwielong wokół słyszał, że ma talent. Myślę, że teraz się przekonał, że jest też realnym zagrożeniem i ma piłkarską wartość. Takie przykłady można mnożyć. W kolejce czeka Grzegorz Domżalski. Kto wie, czy to nie on, a nie Piotrek Ćwielong, rozpocznie wiosnę w podstawowym składzie?

Budowę tej drużyny zaczął Pan od rezygnacji z Mariusza Śrutwy. Wraca Pan czasami do tej sprawy?

- Z własnej woli nie. Zmusza mnie jednak do tego życie i nie zamierzam od tego uciekać. Zamknąłem tę sprawę w momencie podjęcia decyzji. Cieszę się, że mój wybór poparli ludzie, z którymi pracuję. To oznacza, że chcą tego samego, co i ja.

Najgorsze spotkanie w tej rundzie?

- Wysoka porażka z Unią Janikowo. Chciałbym o tym meczu jak najszybciej zapomnieć. Niektórych chwil nie da się jednak wymazać, na szczęście można wyciągać wnioski. Trudny był też moment po bardzo dobrym w naszym wykonaniu meczu ze Śląskiem Wrocław. Piłkarze zapomnieli wtedy o swoich obowiązkach i zaraz potem przegrali z Zagłębiem.

Długo pierwszym bramkarzem był Jarosław Paśnik. W końcówce rundy zdarzało się jednak, że nie siedział nawet na ławce rezerwowych. Dlaczego?

- Decydowała o tym tylko forma sportowa - tak jego, jak i konkurentów. W pewnym momencie zaryzykowałem i bardzo mocno postawiłem na Jarka. Wystawił moją cierpliwość na wielką próbę. Oczekiwałem postępów, ale ich nie widziałem. Cały czas rozglądamy się za młodym utalentowanym bramkarzem. To nie jest proste, bo tacy mają zazwyczaj długoterminowe kontrakty. Nie jest też łatwo pozyskać zawodnika doświadczonego, bo tacy oczekują pensji na poziomie ekstraklasy.

Rok temu był Pan krytykowany za brak jasnej decyzji o wyborze kapitana zespołu. Teraz postawił Pan na Wojciecha Grzyba. Myślę, że skorzystał na tym tak Pan, jak i zespół.

- Zawsze powtarzam, że wszyscy piłkarze mają taki sam wpływ na losy rywalizacji. Odpowiedzialność za wyniki na pewno nie spoczywa na barkach jednej osoby. Zawsze unikam oceniania piłkarzy na łamach prasy, co nie znaczy, że nie mówię im tego w twarz. Robię to dla ich dobra.

Rozmawiał Wojciech Todur.

Dla Gazety

Przemysław Łudziński (napastnik Ruchu):
- Czy to było najlepsze pół roku w mojej karierze? To się jeszcze okaże. Mam nadzieję, że najlepsze jeszcze przede mną. Zrobiliśmy duży krok w kierunku ekstraklasy, ale nie ma co trzymać głowy w chmurach. Przed nami jeszcze długa droga.

Przychodziłem do Ruchu z Amiki czyli byłem zawodnikiem z ekstraklasy, tak naprawdę jednak to gra w Chorzowie była dla mnie wyzwaniem. Niebiescy to marka, świetni kibice - zdecydowałem się na Ruch, bo czułem, że mogę się tutaj wypromować i jednocześnie pomóc drużynie.

Mój kontrakt obowiązuje do czerwca, właśnie rozmawiam o jego przedłużeniu i myślę, że za kilka dni wszystko będzie jasne. Chcę zostać. Przyjechałem do Chorzowa z małych Wronek i nie będę ukrywał, że otoczka tego klubu mnie poruszyła. Najlepszy mecz w tej rundzie? Wszystkie były dobre, nawet wtedy, gdy siedziałem na ławce rezerwowych. Graliśmy dobrą piłką, bo do bardzo dobrej to nam jeszcze trochę brakuje. Zasłużyliśmy na lidera!

Piotr Ćwielong (napastnik Ruchu):
- Jest fajnie, ale już trzeba myśleć o następnej rundzie. Musimy kontynuować tak dobrą passę. Czy wiosną nadal będę grał na Cichej? Kontrakt mam do 2009 roku i na dziś jestem w Ruchu. Tej jesieni były takie momenty, że poczułem się lepszym piłkarzem niż wcześniej. Tak było po spotkaniach z KSZO czy ze Śląskiem. Potem jednak siadałem na ławce rezerwowych i już nie czułem się tak pewnie. Myślę, że ten zespół zaczął się rodzić już pod koniec ubiegłego sezonu. Przełomowy był dla nas mecz w Polkowicach, gdy Michał Pulkowski zdobył gola na wagę trzech punktów w ostatnich sekundach meczu. Cieszyłem się podwójnie, bo zaliczyłem wtedy asystę. Po tym meczu staliśmy się zespołem, atmosfera w szatni była super. To trwa do dziś. Wszyscy wierzymy w awans. Grało nam się dobrze, ale ja się cieszę, że to już koniec. Pokazaliśmy, że potrafimy, teraz należy nam się zasłużony odpoczynek.

Wojciech Grzyb (kapitan Ruchu):
- Czuję się świetnie chociaż „Gazeta Wyborcza” w Bydgoszczy pewnie napisze, że liderem jest Zawisza (śmiech) [obie drużyny zdobyły tyle samo punktów, ale w bezpośrednim meczu lepszy był Ruch - przyp. red.]. Przeżyłem niesamowity rok. Zagrałem we wszystkich 37 meczach - i to od pierwszej minuty - tylko sześć razy schodziłem z boiska pokonany. Myślę, że to świetny bilans. W Odrze Wodzisław też kiedyś zagrałem w 30 kolejnych spotkaniach, ale tego jednak nie da się porównać. Stęskniłem się za ekstraklasą. Nie gram w lidze już od roku, mocno jednak wierzę, że w czerwcu przypomnę sobie jej smak. Jeżeli tak się stanie, to tylko w Ruchu!

Chciałbym, żeby inni koledzy też poczuli ten smak w niebieskich barwach. Najtrudniejszy mecz w tej rundzie? Z ŁKS-em Łomża! Wybitnie nam wtedy nie szło. Przegrywaliśmy 1:2, dopadł nas kryzys... a jednak potrafiliśmy się podnieść. Pokazaliśmy determinację i charakter. Druga liga jest taka jak przypuszczałem. O wynikach wielu spotkań często nie decydują umiejętności, tylko zaangażowanie i ambicja.

Gazeta Wyborcza

Dodał: Mishtall, dnia 21.11.2006, 15:14 :: komentarze []
 

Zmiany

• 10.11.06
Nowe Zdjęcie -
Kibicki

• 01.11.06
Nowa Sonda -
Sonda

• 31.10.06
Nowe zdjęcia -
Graffiti

• 21.10.06
Ruch - Stal -
Fotogaleria

Poprzedni mecz

Następny mecz

Tabela

Sonda

W którym meczu Ruch zapewni sobie utrzymanie ?
 
 
 
Wyniki

Artykuły

Fotoreportaże

 
 
 
Copyright © 2004-2007 RuchChorzow.com. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.