Ruch Chorzów - chorzowska piłka nożna

RuchChorzow.com - największy serwis piłkarski o Niebieskich

» Nowości

Szefowie Ruchu: marzy nam się wielki klub

- Zgłosiła się do mnie grupa ludzi, którzy proponowali, by Ruch rozgrywał swoje mecze w innym śląskim mieście. W zamian oferowali pomoc finansową i budowę nowego stadionu. Zaproszenie dotyczyło sezonu 2008/09 - zdradza "Gazecie Wyborczej" Mariusz Klimek, główny udziałowiec Ruchu Chorzów.

Czy świetnie grający ostatnio zespół Ruchu jest już gotowy do ataku na ekstraklasę? Po sobotnim zwycięstwie nad liderem - Zawiszą Bydgoszcz SA - chorzowianie są na drugim miejscu.

O przyszłości klubu rozmawiamy z Mariuszem Klimkiem, głównym udziałowcem i sponsorem Ruchu, i Januszem Patermanem, członkiem Rady Nadzorczej SSA Ruch.

Wojciech Todur: Co miesiąc wykłada Pan na klub swoje prywatne, niemałe pieniądze. Tak dzieje się od prawie dwóch lat, a satysfakcję czuje Pan chyba dopiero teraz...

Mariusz Klimek: To miłe, że zespół gra dobrze i skutecznie, a na ostatni mecz zabrakło biletów. Może zabrzmi to nieskromnie, ale tak właśnie miało być. Prawie rok temu usiedliśmy sobie z Januszem Patermanem, Krzysztofem Łasakiem i Markiem Nowakiem [działacze SSA Ruch - przyp. red.] i nakreśliliśmy harmonogram działania, który staramy się cały czas realizować. Ten plan dotyczył wielu zmian... To miała być postępująca ewolucja. Nie chcieliśmy działać w pośpiechu, bo Ruch by tego nie wytrzymał. Wykrwawiłby się, zanim zabliźniłyby się pierwsze rany.

Często mówi Pan, że klub musi działać jak przedsiębiorstwo. Czy Ruch już jest blisko tej chwili?

M.K.: Gdy zaangażowałem się w Ruch, klub opierał się głównie na układach koleżeńskich. Nie mówię, że to jest złe, ale na pewno bywa też krępujące i nie zawsze przekłada się na sukces sportowy. Stąd też i odejście Dariusza Fornalaka, który nie zrealizował celu, jaki przed nim postawiliśmy. Co nie zmienia faktu, że Darek Fornalak to trener, którego bardzo cenię i lubię. Ile jest wart, pokazuje co tydzień, zdobywając kolejne punkty z Polonią Bytom.

Uciekł Pan od odpowiedzi na pytanie...

M.K.: Na pewno stworzyliśmy zespół dobrze rozumiejących się ludzi. Trener, prezes, trzy osoby w Radzie Nadzorczej, do tego dwóch dyrektorów - tak wąskiego grona decyzyjnego nie ma chyba żaden inny klub w Polsce. Dzięki temu minimalizujemy koszty i nie musimy nic powtarzać dwa razy. Każdy wie, co należy do jego obowiązków.

Widzi Pan już Ruch w ekstraklasie?

M.K.: Do tego jeszcze bardzo daleka droga, ale obiecałem wejście do I ligi i zrobię wszystko, by słowa dotrzymać. Nas nie stać na II ligę. Nie te ambicje, nie te cele.

Czy uda się Panom zatrzymać w Chorzowie najlepszych zawodników, którzy powoli stają się łakomym kąskiem dla klubów z ekstraklasy?

Janusz Paterman: To będzie zależało od naszych możliwości finansowych, a te - niestety - mają swoje granice. Potrzebujemy środków nie tylko na bieżące funkcjonowanie klubu, ale też na spłatę niemałych długów, które odziedziczyliśmy po stowarzyszeniu.

M.K.: Biorąc to wszystko pod uwagę, transfery są możliwe - ale będą to decyzje przemyślane i głęboko dyskutowane. Piłkarze muszą pamiętać, że po ewentualnym awansie do ekstraklasy ich wartość będzie zupełnie inna, po wielekroć większa.

J.P.: Czy dla nich to będzie wystarczający argument? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że jeżeli kogokolwiek sprzedamy, to za takie pieniądze, by kupić na jego miejsce przynajmniej dwóch wartościowych następców. Nasza polityka transferowa jest prosta. Nie potrzebujemy ludzi z nazwiskami, na nazwiska mają zapracować w Ruchu. To przede wszystkim muszą być ludzie z charakterem!

Co Panowie powiedzą o kibicach? Takiej publiki nie było na Cichej od lat

J.P.: Dziękujemy im za niezwykły doping i frekwencję. To też jest cel naszej pracy - dawać ludziom radość. Staramy się, żeby na Cichej było sympatycznie. Stąd kawa i herbata dla kibiców, słodycze dla najmłodszych. Stadion jest miejski i nie ma co ukrywać, że wymaga remontu. Myślę, że dzięki tłumom na trybunach władzom miasta będzie łatwiej podjąć decyzję, że warto inwestować w ten obiekt. Żadna impreza masowa w Chorzowie nie przyciąga takich tłumów jak nasze mecze.

M.K.: Mało kto wie, że ostatnio dostałem propozycję, by przenieść Ruch do innego miasta...

???

M.K.: Tak, zgłosiła się do mnie grupa ludzi, którzy proponowali, by Ruch rozgrywał mecze w innym śląskim mieście. W zamian oferowali pomoc finansową i budowę nowego stadionu. Zaproszenie dotyczyło sezonu 2008/09. Na dziś nie wyobrażam sobie, bym mógł o takiej propozycji myśleć na poważnie. Mam też nadzieję, że okoliczności nigdy nie zmuszą mnie do takiego kroku.

Liczy Pan, że władze Chorzowa to docenią?

M.K.: Nie myślę w tych kategoriach. Ważne, żeby miasto doceniło nasz sukces. Nie ukrywam, że bardzo liczymy na pomoc władz miasta, bez tego nie ma co liczyć na awans, a potem grę w elicie. Wierzę, że miasto chce tego samego co i ja.

Tydzień temu usłyszałem w klubie, że podpisanie umowy ze sponsorem strategicznym to kwestia najbliższych dni. Potwierdzają Panowie te informacje?

J.P.: Rozmowy toczą się już od dawna, a publikacje prasowe na ten temat wcale nam nie pomagają. Bywa tak, że po ukazaniu się takiego artykułu słyszę: "O, widzę, że ty już zamknąłeś temat, a ja nie jestem nawet w połowie...". Pieniądze lubią ciszę. Bywa tak, że rozmawia się pół roku, by ostatniego dnia powiedzieć sobie do widzenia.

M.K.: Czy Pan wie, że czasami by doprowadzić do rozmowy z osobą "numer 1", trzeba wcześniej spotkać się z sześcioma innymi numerami. Pewnych rzeczy nie sposób przyspieszyć. Rozmawiamy z naprawdę dużymi firmami. Spotkania odbyły się po meczu z Zawiszą, a wcześniej po spotkaniu z Polonią Warszawa. To są przedstawiciele wielkich korporacji. Firm o zasięgu globalnym!

Czy jeżeli taki sponsor zainwestuje w klub, to będzie oznaczało koniec Pana przygody z Ruchem?

M.K.: Jeżeli znajdzie się firma bądź osoba z pomysłami i dużym potencjałem, to ja chętnie odsunę się w cień. Kupię sobie karnet i będę chodził na mecze. O niczym innym bardziej nie marzę. Na razie jesteśmy jednak na etapie wyciągania klubu z zapaści. Nasze możliwości sięgają awansu do ekstraklasy, może otrzemy się o miejsca premiowane grą w europejskich pucharach. Ale na tym koniec. A mnie marzy się więcej. Mnie marzy się naprawdę wielki klub!

Czy w Ruchu zanosi się na kolejną zmianę prezesa. Po nominacji Katarzyny Sobstyl sam Pan przyznał, że to może być rozwiązanie tymczasowe...

M.K.: Pani prezes to doskonała ekonomistka. Żałuję, że nie może się poświęcić pracy tylko w mojej firmie. Pani prezes jest w cieniu. Ją interesują organizacja, koszta, sprzedane bilety...

Działka sportowa to już dyrektorzy Krzysztof Ziętek i Mirosław Mosór - to oni dbają o godne warunki do treningu, organizację spotkań. Podtrzymuję, że pani Sobstyl była dobrym rozwiązaniem na trudny czas. Mam nadzieję, że ten czas powoli dobiega końca...

Co będzie potem?

M.K.: My nawet nie jesteśmy w połowie drogi do tego, co sobie założyliśmy. Dalej będziemy dokonywać trudnych wyborów. Będziemy toczyć kolejne bitwy, by na koniec wygrać wojnę. Nie popadam w hurraoptymizm. Wygranym meczem cieszę się tylko do wieczora. Wszystko co ważne jest przed nami i to samo staram się wpoić piłkarzom. W niedzielę gramy z Kmitą Zabierzów i jestem przekonany, że to spotkanie będzie równie trudne co ostatni mecz z Zawiszą.

J.P.: Moja filozofia jest prosta - w każdym z nas jest zalążek sukcesu i tylko od nas zależy, co z tego wyrośnie.

Nie znudził się Panu jeszcze Ruch?

M.K.: Nigdy mi się nie znudzi, bo to wyjątkowy klub. Takich drużyn jest w Polsce tylko kilka. Piłkarze muszą mieć tego świadomość. Chcę widzieć na boisku zespół wojowników, którzy zawsze dają z siebie wszystko. Trener Marek Wleciałowski doskonale to rozumie. Przy wyborze składu nie kieruje się sympatiami, nazwiskami, tylko aktualną formą. Stworzył zespół i solidne zaplecze. Jeśli ktoś nie wchodzi na boisko, to zawsze odbywa się to z korzyścią dla zespołu. Jest cała grupa doświadczonych zawodników, jak Wojtek Grzyb,Tomek Sokołowski, Grzegorz Bonk czy Grażvydas Mikulenas, którzy mogą być wzorem dla młodego piłkarza, bo ich umiejętności wciąż wyróżniałyby ich w ekstraklasie. Młodzi z kolei mają talent i chcą się uczyć. Już myślimy, kim wzmocnić zespół. Wierzę, że z pomocą miasta i kibiców już wiosną będziemy cieszyć się z awansu.


Jak Ruch (nie) wracał do ekstraklasy:
Sezon 2003/04

Niebiescy zaczynają w dobrym stylu, po dwóch kolejkach są nawet liderem. Potem jednak popadają w marazm i stają się specjalistami od remisów - dzielą się punktami w 14 spotkaniach (rekord II ligi). Utrzymanie zapewniają sobie dopiero po wygranych barażach ze Stalą Rzeszów.

Sezon 2004/05

Trener Jerzy Wyrobek nie potrafi wstrząsnąć drużyną, której przytrafiają się tak upokarzające wpadki, jak 0:6 ze Szczakowianką. Doświadczony szkoleniowiec odchodzi, zastępuje go Dariusz Fornalak. Niebiescy utrzymują się w II lidze znowu po wygranych barażach, tym razem ze Zniczem Pruszków.

Sezon 2005/06

W przerwie zimowej trenera Fornalaka zastępuje Marek Wleciałowski i zaczyna budować zespół, który zbiera wiele pochwał. Imponujący jest koniec sezonu, gdy Ruch nie przegrywa dziesięciu kolejnych spotkań. Efekt? Tym razem utrzymanie bez konieczności gry w barażach.

Sezon 2006/07

Trener Wleciałowski podejmuje niezwykle trudne decyzje i żegna się z Mariuszem Śrutwą i Krzysztofem Bizackim - przez lata filarami drużyny. Zespół na razie gra efektownie i skutecznie. Gdyby sezon zakończył się dziś, Ruch wróciłby do ekstraklasy.

Gazeta Wyborcza




Dodał: Robc!o, dnia 04.10.2006, 16:08 :: komentarze []
 

Zmiany

• 10.11.06
Nowe Zdjęcie -
Kibicki

• 01.11.06
Nowa Sonda -
Sonda

• 31.10.06
Nowe zdjęcia -
Graffiti

• 21.10.06
Ruch - Stal -
Fotogaleria

Poprzedni mecz

Następny mecz

Tabela

Sonda

W którym meczu Ruch zapewni sobie utrzymanie ?
 
 
 
Wyniki

Artykuły

Fotoreportaże

 
 
 
Copyright © 2004-2007 RuchChorzow.com. Wszelkie Prawa Zastrzeżone. Sponsor serwisu - bet-at-home.com