» Nowości
Włodarze Ruchu Chorzów przepraszają kibiców za piątkowe incydenty
Frekwencja na stadionie przy ul. Cichej w piątkowy wieczór była na prawdę imponująca. A to za sprawą inauguracyjnego spotkania sezonu 2006/2007 piłkarzy Ruchu przed własną publicznością, dobre wyniki w dwóch pierwszych kolejkach ("Niebiescy" zremisowali z Polkowicami i zwyciężyli w Warszawie - przyp. red.) oraz upartego dążenia działaczy chorzowskiego klubu do tego, aby obiekt przy Cichej był przyjazny kibicom, a co najważniejsze - bezpieczny.
Sektor rodzinny wypełniony był sporą ilością kobiet, również dzieci. Na "jedynce" panowała radość, zabawa, pozytywne emocje. Jednak nieodpowiedzialne zachowanie ochorniarzy w drugiej połowie, którzy zbyt nonszalancko podeszli do swoich obowiązków wywołali w sektorze gości szał. Ochrona zdjęła niemiecką oraz polską flagę, a niefrasobliwość jednego z ochroniarzy doprowadziła do wyrwania z jego rąk przez kibica Odry gazu łzawiącego. Nie zastanawiając się długo, szalikowiec opróżnił całą zawartość pojemnika w kierunku ochrony. Jako, iż "klatka" mieści się nieopodal sektoru rodzinnego, gaz wraz z powietrzem, na sektor numer 1 przedostał się bardzo szybko. Wywołało to panikę oraz masowe niezadowolenie kibiców przebywających na stadionie. Dzieci na skutek działania substancji łzawiły, pokasływały. Dorośli zaczęli szukać ewakuacji z sektora. Na domiar złego kierujący całym zajściem nie otworzyli jednak wejścia na sektor, z obawy wywołania jeszcze większego haosu.
Z szefem ochrony próbował porozumieć się chorzowski radny, Ryszard Sadłoń. - Zdaję sobie sprawę, że moim zadaniem nie jest pouczanie ochroniarzy, ale poszedłem do nich po pomoc. Kierowały mną emocje, ponieważ obawiałem się o zdrowie dzieci i kobiet. Mimo próśb moich i innych kibiców bramy sektora rodzinnego były zamknięte zbyt długo - irytuje się Sadłoń.
Dyrektor klubu, Krzysztof Ziętek obiecał, że razem z innymi pracownikami klubu obejrzy jeszcze raz całe zajście z zapisów wideo. - Te wydarzenie naprawdę trudno jednoznacznie ocenić. Jest mi bardzo przykro, że nasi najmłodsi kibice musieli to przeżyć i oglądać. Wierzę, że to się już nie powtórzy i gorąco zapraszam na nasz stadion. Jestem dumny z naszych kibiców, którzy zachowali się bardzo odpowiedzialnie i nie uczestniczyli w całym zajściu - powiedział dyrektor.
Z powodu długich kolejek pod kasami biletowymi przed meczem z Odrą, a co za tym idzie opóźnionym wstępem na obiekt części kibiców, zarząd klubu zastanawia się nad powrotem do opcji przedsprzedaży wejściówek.




