» Nowości
Ruch Chorzów 2:2 Finishparkiet Nowe Miasto Lubawskie
Po trzech kolejnych wygranych "niebiescy" znaleźli równego sobie. Chorzowską drużynę pozbawili dwóch punktów do spółki: niedoceniany zespół Drwęcy i sędzia liniowy.
Piłkarze Ruchu rozegrali dobry mecz. Grali szybko, z pomysłem. - Podobali mi się. Dużo grali z pierwszej piłki - chwalił Andrzej Błaszkowski, trener drużyny gości.
Doskonale z roli rozgrywającego wywiązywał się Michał Pulkowski, który raz za razem popisywał się prostopadłymi podaniami, po których piłka spadała wprost pod nogi rozpędzonych kolegów z ataku.
Cóż jednak z tego, skoro sędzia liniowy uznał, że aż tak dokładne i grane w tempo piłki są niemożliwe i co chwilę sięgał po chorągiewkę i sygnalizował pozycje spalone piłkarzy Ruchu.
Kibice nie mogli mu tego wybaczyć. Po meczu trójka sędziowska uniknęła pobicia tylko dlatego, że zbiegła do szatni otoczona kordonem ochroniarzy. - No co tu komentować. Nam nie wolno - wzdychał Pulkowski. - Piłkarze są teraz rozgoryczeni - smucił się trener Marek Wleciałowski. - To po prostu byli słabi sędziowie. Strasznie się mylili - wtrącił Błaszkowski.
Dwa razy Pulkowski zagrał jednak na tyle bezpiecznie, że sędzia mógł się dokładnie przyjrzeć, że Mariusz Śrutwa, a potem Grażvydas Mikulenas wybiegali zza pleców rywala i Ruch mógł się cieszyć z dwóch goli. Szczególnej urody było zwłaszcza pierwsze trafienie, gdy Śrutwa dojrzał jeszcze lepiej ustawionego Piotra Ćwielonga, a ten z bliska wpakował piłkę do siatki.
- Asysty - fajna rzecz, ale cóż z tego, skoro mecz zakończył się remisem. Liczyliśmy na zwycięstwo, jestem bardzo rozczarowany - mówił Pulkowski, który mimo dobrej gry nie wytrwał do końca meczu. - Nie sygnalizowałem zmiany. Widać trener chciał dać pograć Grześkowi Bonkowi, który wraca do składu po kontuzji - zastanawiał się piłkarz.
Goście rzadko przedostawali się pod bramkę Ruchu. Sebastian Nowak, który między słupkami zastąpił Jarosława Paśnika, nie miał dużo pracy, a jednak przepuścił dwa gole. Najpierw zaskoczył go Tomasz Zakierski, który uderzył z woleja tak przedziwnie, że piłka odbiła się od murawy, a potem przelobowała bramkarza, odbiła się od słupka i wpadła do bramki. - Szczęście na boisku jest bardzo potrzebne. Wreszcie i dla nas zaświeciło słońce - uśmiechał się Zakierski.
Druga bramkę, dającą Drwęcy wyrównanie, zdobył Wojciech Figurski, który z bliska dobił piłkę po strzale głową Bartłomieja Pietrasika. - Szanse na utrzymanie w drugiej lidze mamy praktycznie żadne, ale jeżeli mamy spaść, to z podniesioną głową - tłumaczył Zakierski.
Gdy piłkarze Drwęcy cieszyli się z jednego punktu, chorzowianie wyliczali zmarnowane szanse. Śrutwa zastanawiał się, jak przestrzelił nad poprzeczką z czterech metrów, a Wojciech Grzyb - jak nie pokonał bramkarza z niewiele większej odległości. - Pokazaliśmy dziś charakter, ale zabrakło bramek. Sytuacje były, trzeba było strzelić - znalazł prostą receptę Mikulenas. - Jesteśmy rozczarowani, bo liczyliśmy na więcej. Na zwycięstwo - wzdychał Wleciałowski.
Gazeta Wyborcza
Ruch Chorzów 2:2 Finishparkiet Nowe Miasto Lubawskie
0:1 35` Zakierski
1:1 45` Ćwielong
2:1 47` Mikulenas
2:2 74` Figurski
Żółte kartki:
Wincel, Mozie (Finishparkiet)
Składy:
Ruch: Nowak - Myszor, Klaczka, Kośmicki, Makuch - Grzyb, Baran, Pulkowski (77` Bonk), Ćwielong (77` Łudziński) - Śrutwa, Mikulenas.
Finishparkiet: Sobiech - Wróbel, Święcki, Zakierski, Mozie, Pietrasik, Wincel (85` Kowalski), Bazler, Sawala, Hebda (73` Figurski), Misiura (73` Fedoruk).
Sędzia: Dariusz Giejsztorewicz (Suwałki)
Widzów: 3.600




