» Nowości
Bramkarz Ruchu Chorzów, Sebastian Nowak, przeżywa ciężkie chwile
Sebastian Nowak trzyma kciuki za Jarosława Paśnika i kolegów z obrony, by nadal kończyli mecze bez straty gola. - Jest tu jednak mały problem, bo przy takiej dyspozycji defensywy Ruchu to ja do bramki szybko nie wrócę - wzdycha Nowak.
24-letni zawodnik pojawił się na Cichej wiosną 2003 roku. Wychowanek MOSiR-u Jastrzębie Zdrój szybko stał się ulubieńcem kibiców. Prawie dwumetrowe chłopisko było postrachem napastników innych drużyn. Wydawało się, że pozycji pierwszego bramkarza "niebieskich" nie odda długo. Tymczasem od początku rundy rewanżowej broni Jarosław Paśnik. I to jak broni! W trzech dotychczasowych meczach nie puścił gola. Nowak przeżywa ciężkie chwile.
Wojciech Todur: Chyba nie spodziewał się Pan takiego obrotu sprawy?
Sebastian Nowak: Na pewno nie. Zadecydowały o tym dwie rzeczy: moja kontuzja i przyjście do klubu nowego trenera. Gdy chłopcy przed sezonem pracowali w pocie czoła, ja przechodziłem rehabilitację. Miałem mniej szans, by przekonać do siebie Marka Wleciałowskiego.
Trudno będzie wrócić do bramki. Paśnik spisuje się znakomicie.
- Kibicuję mu z całego serca, oby zachował czyste konto jak najdłużej. Przede mną ciężka praca i wyczekiwanie na swoją szansę. Od zimy cały czas jestem krok za Jarkiem, mam nadzieję, że w końcu go dogonię. Moja duma jest podrażniona, ale nic na to nie poradzę.
Pewnie brakuje Panu stresu związanego z walką o drugoligowe punkty?
- Bardzo. W ostatni weekend zagrałem pierwszy mecz w rezerwach. Wygraliśmy 6:0 z drugą drużyną Górnika Wesoła. Rywal nie był wymagający, nawet się nie spociłem. Piłka rzadko wpadała mi w ręce.
Od osoby blisko związanej z klubem usłyszałem, że nie broni Pan, ponieważ ma Pan słabszą psychikę. Jest coś w tym?
- To śmieszne stawianie sprawy. Gdyby tak było, to nie wszedłbym do bramki, gdy decydowała się przyszłość Ruchu - na przykład podczas meczów barażowych. Te pogłoski pojawiły się pewnie dlatego, że byłem szczery z panią psycholog, która odwiedzała klub w poprzednim sezonie. Szkoda gadać.
Kiedyś mówiło się, że jest Pan największym kapitałem Ruchu, teraz jednak Pana wartość spada.
- Na pewno. Czasami zastanawiam się, czy nie popełniłem błędu, zostając w Chorzowie. Ponad rok temu miałem propozycję z ligi norweskiej, ale działacze chcieli za mnie bajońskie sumy. Potem pytał o mnie Widzew. Kontrakt mam ważny do grudnia przyszłego roku i nie wykluczam, że wypełnię go w Chorzowie. Latem wszystko może się jednak zdarzyć, ja przede wszystkim chcę bronić.
Który z bramkarzy jest dla Pana wzorem?
- Dida, Cech, Buffon.... Wysocy, sprawni. Trochę podobni do mnie (śmiech).
Gazeta Wyborcza




