» Nowości
Zapowiedź meczu: ŁKS Łódź - Ruch Chorzów (godz. 19:00)
Po pierwszym zwycięstwie tej wiosny „Niebiescy” udadzą się do Łodzi, aby zdobyć twierdzę lidera drugoligowych rozgrywek. W środę o 19:00 zagrają z Łódzkim Klubem Sportowym.
Początkowo mecz miał się odbyć 18 marca, ale niekorzystne warunki pogodowe i co za tym idzie brak odpowiedniego przygotowania murawy boiska spowodowały, że spotkanie rozegrane zostanie niemal z miesięcznym poślizgiem.
Chorzowianie odbudowali się psychicznie po wygranej 3:0 nad Lechią Gdańsk. – Myślę, że był to pierwszy krok do wprowadzenia nowej jakość w grze. Teraz będziemy walczyć w każdym spotkaniu o trzy punkty, również w tym z ŁKS-em – zapowiada szkoleniowiec zespołu, Marek Wleciałowski. Z meczu na mecz wzrastają możliwości ustalenia wyjściowej jedenastki. Do kadry wraca pauzujący za kartki Grzegorz Bonk, a na kolejne spotkania gotowi będą już Janoszka, Kośmicki oraz Łudziński. Nadal przebiega rehabilitacja Grzegorza Rajmana.
Od początku roku ekipa z Łodzi potwierdza, że jej aktualna lokata nie jest przypadkowa. Podopieczni Wiesława Wojno rozbili Świt Nowy Dwór Mazowiecki (5:1), wygrali ze Szczakowianką (2:0) i bezbramkowo zremisowali w Polkowicach z tamtejszym Górnikiem. W meczu z tym ostatnim rywalem urazu doznał filar ŁKS-u, Rafał Niżnik. – Badanie USG nie wykryło naderwania mięsni, więc powinienem zagrać z Ruchem – deklaruje lider drużyny.
W doświadczonej kadrze łodzian widnieją nazwiska dwóch graczy mających „niebieską” przeszłość. Są to Łukasz Madej oraz grający wiele lat przy Cichej Gruzin Mamia Dżikija, który prawie w każdym spotkaniu zbiera pozytywne recenzje.
Działacze ŁKS przyznali chorzowskim sympatykom trzysta wejściówek na środowe spotkanie. Dlatego też Klub Kibica organizuje w dniu meczu wyjazd do Łodzi – zbiórka o godz. 11:00 na stacji PKP Chorzów-Batory, cena eskapady – 40 zł.
Spotkanie, które sędziować będzie Piotr Pielak (Warszawa) zapowiada się bardzo emocjonująco. Łodzianie w tym sezonie na swoim boisku jeszcze nie przegrali, natomiast „Niebiescy” chcą zagarnąć całą pulę i potwierdzić, że praca trenera Wleciałowskiego nie jest przypadkowa.




