» Nowości
Ruch Chorzów - Lechia Gdańsk 3:0 (1:0)
Chorzowscy weterani: 35-letni Mariusz Śrutwa i 33-letni Grażvydas Mikulenas zapewnili Ruchowi zwycięstwo nad Lechią. - Proszę nam nie patrzeć w metrykę. W Milanie grają jeszcze starsi - uśmiechał się Litwin.
O tym, że "niebiescy" grają pewnie w defensywie, przekonali się już tej wiosny piłkarze Szczakowianki i Zagłębia. Mecze bez straty bramek to wielki atut, kibice czekali jednak na gole - bo chorzowianie jak nie tracili, tak i nie strzelali bramek.
Dzisiaj trafili do siatki rywala aż trzy razy i zgarnęli komplet punktów pierwszy raz od spotkania z Jagiellonią Białystok (29 października). - Pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną, a nie zlepkiem indywidualności - podkreślał Śrutwa, który wrócił do składu po dwóch meczach przerwy (kara za czerwoną kartkę). - To jeszcze nie było to, trochę mnie zatykało - mówił piłkarz.
Napastnik Ruchu przypomniał się kibicom w wielkim stylu. W 17. minucie, niczym drzewa w lesie, minął w polu karnym Ronalda Siklicia i Marcina Janusa, a na koniec ze spokojem skierował piłkę do siatki. - Piłka już taka jest. Raz wpada, a raz nie. Ważne, by wpadało w trudnych momentach - przekonywał Śrutwa, który zadedykował bramkę Krzysztofowi Bizackiemu - największemu przyjacielowi w drużynie, który skończył wczoraj 33 lata (kibice odśpiewali mu z tej okazji "Sto lat").
Marcin Kaczmarek, trener Lechii, rozwodził się nie tyle nad kunsztem Śrutwy, co nad gapiostwem Siklicia. - Stracił piłkę, potem dał się ograć. Ostatnio specjalizujemy się w rozdawaniu prezentów - irytował się. Gdańszczanie chwilę wcześniej mogli wyjść na prowadzenie, ale najpierw z woleja przyłożył w poprzeczkę Maciej Mysiak, a po chwili obok słupka posłał piłkę Krzysztof Rusinek. - Teraz możemy sobie gdybać... - machnął ręką Mateusz Bąk, bramkarz Lechii.
Ruch nie pozwalał rywalowi na wiele. Pod nieobecność Grzegorza Bonka (kartki) grą "niebieskich" dobrze kierował Michał Pulkowski, którego w środku pola skutecznie wspierał Grzegorz Baran. - Nie lubię stawiać sprawy, że kogoś brakuje albo że jeden piłkarz zastępuje drugiego. Wszyscy są dla mnie tak samo ważni. Dobrze się spisali - chwalił Marek Wleciałowski, trener chorzowskiej drużyny.
Asysta Pulkowskiego przy pierwszym golu Mikulenasa była najwyższej klasy, podobnie zresztą jak podanie Śrutwy, które otworzyło Litwinowi drogę do drugiej bramki. - Drugiego gola powinienem zdobyć już wcześniej. Lobowałem bramkarza, ale zabrakło siły i precyzji. Cieszę się, bo to moje pierwsze bramki dla Ruchu i na dodatek od razu dwie - uśmiechał się piłkarz.
W końcówce dodatkowych emocji swoim kolegom dostarczył Jarosław Paśnik. Bramkarz Ruchu dwa razy skiksował w polu karnym, ale na szczęście szybko naprawił swoje błędy. - Z trybun nie było tego widać, ale boisko jest w opłakanym stanie. Piłka podskakiwała w każdą stronę, stąd i problemy - tłumaczył swojego piłkarza zadowolony Mariusz Klimek, główny udziałowiec SSA Ruch. - Mam nadzieję, że zrobiliśmy pierwszy krok do nowej jakości, czyli walki o zwycięstwo w każdym meczu - podkreślał Wleciałowski.
Gazeta Wyborcza
Ruch Chorzów - Lechia Gdańsk 3:0 (1:0)
Mariusz Śrutwa 17, Gražvydas Mikulėnas 63, 90
Ruch: Jarosław Paśnik - Wojciech Myszor, Marcin Klaczka, Tomasz Balul, Marcin Makuch - Wojciech Grzyb (90 Michał Smarzyński), Michał Pulkowski, Grzegorz Baran (90 Piotr Petasz), Piotr Ćwielong (78 Krzysztof Bizacki) - Mariusz Śrutwa, Gražvydas Mikulėnas.
Lechia: Mateusz Bąk - Paweł Pęczak, Jacek Manuszewski, Krzysztof Brede, Ronald Šiklić - Karol Piątek (67 Piotr Wiśniewski), Michał Szczepiński (67 Łukasz Kubik), Maciej Mysiak, Maciej Kalkowski - Krzysztof Rusinek (79 Mariusz Dzienis), Grzegorz Król.
Żółte kartki: Marcin Klaczka (Ruch) - Michał Szczepiński, Maciej Kalkowski (Lechia).
Sędzia: Robert Kubas (Rzeszów).
Widzów: 3500




