Ruch Chorzów - chorzowska piłka nożna

Typuj w Bwin na Ruch Chorzow! Zakłady bukmacherskie na www.bwin.com

» Nowości

Bezbramkowy remis w meczu z Sosnowcem

Ruch czeka już 14 lat na zwycięstwo nad Zagłębiem. I poczeka jeszcze, przynajmniej do jesieni. Zespoły z Chorzowa i Sosnowca podzieliły się w niedzielę punktami.

Po czterech miesiącach przerwy stadion przy ulicy Cichej znowu zapełnił się kibicami. Autobusy i tramwaje, które mają przystanki w pobliżu boiska, pękały w szwach. Przyjazd Zagłębia - drużyny, która zawsze działa na śląskich fanów niczym płachta na byka - rozbudził emocje.

Sosnowieccy piłkarze też mogli liczyć na wsparcie swoich kibiców, którzy wybrali się do Chorzowa specjalnym pociągiem i szczelnie wypełnili sektor pod chorzowską Omegą. - Pierwszy mecz to zawsze jest niepewność dla kibiców, piłkarzy. Tak długo oczekiwali na to spotkanie - podkreślał Krzysztof Tochel, trener Zagłębia.

Kibice jak już doczekali się pierwszego gwizdka, marzyli tylko o bramkach. Fani "niebieskich" powinni ryknąć: "Jeeeest" już po 80 sekundach. Po błędzie Błażeja Jankowskiego sam przed bramką Zagłębia znalazł się Piotr Ćwielong. Napastnik Ruchu kropnął z całej siły, ale by piłka zatrzymała się w siatce, musiałby urwać głowę Robertowi Piętce. - Miałem szczęście. Wyszedłem z bramki w ciemno, a on mnie akurat trafił - opisywał bramkarz Zagłębia. - Mój błąd. Nie byłem skoncentrowany. Może dlatego, że to był dopiero początek meczu - smucił się "Pepe". Minęło pół godziny i aktywny Ćwielong znowu zmusił Jankowskiego do błędu - czasu i miejsca miał jednak tak mało, że na Piętkę sposobu już nie znalazł. - Skróciłem kąt i trafił mnie w nogi - kontynuował bramkarz Zagłębia.

Trener Tochel zadecydował, że jego zespół zagra w obronie trójką piłkarzy (jesienią zazwyczaj grało czterech), dzięki temu drużyna miała zyskać przewagę w środku pola. - Zagłębie miało dobrze zorganizowaną defensywę, ciężko nam się prowadziło grę - chwalił Marek Wleciałowski, szkoleniowiec Ruchu.

Zawodził tylko Jankowski. - W sparingach był bardzo mocnym punktem drużyny, a dziś... Dziś przytrafiły mu się trzy kiksy, które nie mogą się zdarzyć - kręcił głową Tochel. Ostatnia wpadka po przerwie skończyła się tym, że Krzysztof Bizacki przejął piłkę przed polem karnym i mógł wybierać, w jaki sposób wyprowadzić swój zespół na prowadzenie. - Mogłem uderzyć prostym podbiciem, mogłem biec dalej... Zdecydowałem się na lob i przelobowałem wszystkich i... wszystko. Łącznie z bramką - irytował się "Bizak".

Jankowskiego bronił Dzenan Hosić, kapitan Zagłębiu. - Na nierównym boisku o błąd nietrudno. Wielu piłkarzy nigdy nie grało w takim spotkaniu. To są derby, do tego jeszcze inauguracja rozgrywek - podkreślał.

Do przerwy powinno być jednak 2:2, bowiem dwie świetne okazje zmarnowali też piłkarze Zagłębia. Najpierw Hadis Zubanović trafił w nogi rozpędzonego Piotra Paśnika, a potem Piotr Bajera przestrzelił głową z sześciu metrów. Wyczyn to był wielki, bo wokół niego próżno było szukać obrońców Ruchu.

Ciągle padający deszcz i boisko, które jeszcze kilka dni temu przykrywały śnieg i lód, utrudniały rozgrywanie piłki. W Sosnowcu ciężar gry wzięli na siebie Marcin Morawski, Arkadiusz Kłoda i Daniel Chylaszek, w Ruchu - Grzegorz Bonk, piłkarz nazywany przez kolegów dyrygentem jako jedyny zagrał wczoraj w koszulce z krótkim rękawkiem. Zimno nie było mu jednak na pewno, bo na boisku pracował za dwóch. Kilka razy groźnie uderzył z dystansu, ale piłka ciągle leciała zbyt wysoko. - Powtarza się sytuacja ze sparingów. Sytuacje mamy, a goli już nie. Nie wiem, jak temu zaradzić. Liczyłem, że wyjdzie mi strzał życia. Okazało się, że jeszcze nie dziś - smucił się Bonk.

Piłkarze z Sosnowca mieli duże problemy, by zakończyć akcje mocnym i celnym strzałem. Debiutujący w drugiej lidze Paśnik oraz Grzegorz Baran, który zagrał na środku obrony z Tomaszem Balulem, nie dali się zmusić do błędu. Defensywa Ruchu zaspała po przerwie tylko raz, gdy Kłoda dopadł do bezpańskiej piłki i z czterech metrów posłał ją obok słupka.

Jeszcze lepszą okazję zmarnował Bizacki, który już w doliczonym czasie gry z kilku metrów nie trafił nawet w bramkę. Powód? Musiał kopać piłkę prawą - co akurat w jego przypadku oznacza - gorszą nogą. - Żal. Mogłem zostać bohaterem - denerwował się piłkarz Ruchu.

Tymczasem bohaterem został Piętka, który chwilę przed tym, jak sędzia zakończył spotkanie, końcami palców wybił piłkę, która po rzucie rożnym bitym przez Piotra Petasza zmierzała tuż pod poprzeczkę....

- I na koniec trzeba być zadowolonym z remisu. Ważne, że fizycznie jesteśmy mocni. Pod koniec spotkania piłkarzy Ruchu łapały skurcze, a my mogliśmy dalej biegać - ocenił Hosić.

Gazeta Wyborcza

Ruch Chorzów - Zagłębie Sosnowiec 0:0

Ruch: 30. Jarosław Paśnik - 9. Michał Smarzyński (67, 8. Wojciech Myszor), 21. Tomasz Balul, 3. Grzegorz Baran, 19. Marcin Makuch - 6. Wojciech Grzyb (74, 13. Przemysław Łudziński), 17. Michał Pulkowski, 16. Grzegorz Bonk, 22. Dawid Basta (86, 2. Piotr Petasz) - 7. Krzysztof Bizacki, 20. Piotr Ćwielong.

Zagłębie: 1. Robert Piętka - 17. Dženan Hošić, 20. Daniel Treściński, 2. Błażej Jankowski - 7. Dawid Skrzypek (74, 21. Vladimír Bednár), 24. Marcin Morawski, 10. Arkadiusz Kłoda (84, 8. Tomasz Malinowski), 15. Daniel Chylaszek, 18. Jacek Paczkowski - 9. Hadis Zubanović (70, 13. Janusz Wolański), 6. Piotr Bajera.

żółte kartki: Smarzyński, Ćwielong - Hošić.

sędzia: Marcin Szulc (Warszawa).

widzów: 5000.

Dodał: Red, dnia 26.03.2006, 18:40 :: komentarze []
 

Zmiany

• 10.11.06
Nowe Zdjęcie -
Kibicki

• 01.11.06
Nowa Sonda -
Sonda

• 31.10.06
Nowe zdjęcia -
Graffiti

• 21.10.06
Ruch - Stal -
Fotogaleria

Poprzedni mecz

Następny mecz

Tabela

Sonda

W którym meczu Ruch zapewni sobie utrzymanie ?
 
 
 
Wyniki

Artykuły

Fotoreportaże

 
 
 
Copyright © 2004-2007 RuchChorzow.com. Wszelkie Prawa Zastrzeżone. Sponsor serwisu - bet-at-home.com