» Nowości
Piotr Mandrysz uderza do PZPN w sprawie zaległych wypłat od Ruchu
Jeżdżą na zgrupowania, kupują zawodników, płacą swoim piłkarzom, a mnie do tej pory nie zapłacili ani złotówki z zaległych wypłat! – piekli się Piotr Madrysz, były trener Ruchu Chorzów. Szkoleniowiec pozostaje w pamięci kibiców, jako ten, z którym „niebiescy” w 2003 roku spadli do II ligi. Teraz Mandrysz ma szansę znów wpisać się do historii klubu. Komisja Licencyjna PZPN zajmowała się jego skargą i możliwe, że sprawa trafi do Wydziału Dyscypliny.
Nad chorzowianami ciągle wisi groźba odebrania 6 punktów. Taką karę i zakaz transferów w sierpniu 2005 roku orzekł WD. Ruch się odwołał i Najwyższa Komisja Odwoławcza zgodziła się na zawieszenie kary do 31 marca br. Klub z Chorzowa w tym czasie miał sukcesywnie spłacać długi i informować o tym PZPN.
– I tak się dzieje – zapewnia Krzysztof Ziętek, dyrektor Sportowej Spółki Akcyjnej Ruch. – Mamy trzy lata na spłatę należności. Ostatnio wysłaliśmy do związku kolejne zestawienie, w którym informujemy o dokonanych wpłatach dla naszych wierzycieli. Na ten cel przeznaczyliśmy już 500 tysięcy złotych. To na tyle duża kwota, że nie stać nas na kupowanie zawodników, dlatego dokonujemy transferów bezgotówkowych.
Mandrysz, który wygrał z klubem sprawę w sądzie powszechnym, twierdzi jednak, że nie dostał od Ruchu ani złotówki: – Do 26 stycznia klub miał przedstawić projekt spłaty zadłużenia wobec mnie, ale tak się nie stało – informuje trener. – Możliwe, że komuś tam spłacają długi, ale ja nie dostałem jeszcze nic. Działacze Ruchu nie wykazują żadnej dobrej woli, udają jakby problemu nie było. Nie chcę być tak dalej traktowany!
– Są rzeczywiście osoby, które torpedują PZPN, domagając się zaległych pieniędzy od Ruchu – przyznaje dyrektor Ziętek. – SSA przejęła zespół od stowarzyszenia w styczniu 2005 roku, razem z długami wobec członków PZPN. Z niektórymi można się dogadać, co do spłat należności, inni nie chcą nawet rozmawiać. Ta druga grupa musi wziąć pod uwagę, że jeśli klub i spółka przestaną istnieć, to nikt z nich tych pieniędzy nie zobaczy. Nie mogę być spokojny, co do ewentualnych sankcji dla Ruchu przed rundą wiosenną, bo przecież nie można przewidzieć jak PZPN zareaguje na tak zdecydowane roszczenia.
Nieoficjalnie wiemy, że kwota zasądzona przez sąd, a suma do której „przyznaje się” spółka, różnią się na niekorzyść Mandrysza. Działacze SSA wskazują winowajcę w stowarzyszeniu, które miało drugoligową drużynę.
– To jest chyba w gestii biegłego rewidenta. Dla mnie najważniejsze jest, że nie otrzymałem wypłaty za wykonaną pracę. Klub jest mi winny sześć miesięcznych pensji – kończy Mandrysz.
Na razie Komisja Licencyjna nie skierowała sprawy do WD i dała dobrą radę Ruchowi, aby się porozumiał z trenerem.
Dziennik Zachodni




