» Nowości
Mariusz Śrutwa zagra przeciwko Polonii Bytom, której jest działaczem
W polskiej piłce takiego przypadku jeszcze nie było! Zawodnik będzie się starał pozbawić punktów klub, w którym jest członkiem zarządu!
Mariusz Śrutwa od zawsze jest kojarzony z dwoma klubami: Polonią Bytom, w której zaczynał karierę, i Ruchem Chorzów, gdzie gra od 1991 roku (z roczną przerwą na występy w Legii Warszawa). Śrutwa miał to szczęście, że nie musiał często dzielić serca na pół i brać udziału w spotkaniach pomiędzy Ruchem i Polonią.
Ostatni raz zdarzyło się to jesienią 1995 roku, gdy walczący o powrót do elity Ruch wygrał w Bytomiu 2:0, a Śrutwa na dodatek strzelił swojej byłej drużynie pierwszego gola.
W najbliższą niedzielę piłkarz znowu wybiegnie na bytomski stadion w niebieskiej koszulce. Jednak tym razem będzie to dla niego mecz szczególny - zawodnik będzie się starał pozbawić punktów klub, w którym jest członkiem zarządu!
- Rzeczywiście, to niecodzienna sytuacja. Obawiam się, że gdyby Polonia była sportową spółką akcyjną, to znalazłby się przepis, który uniemożliwiłby mi grę w tym spotkaniu. Ale na szczęście tak nie jest! - uśmiecha się piłkarz.
Śrutwa nie uczestniczy systematycznie w posiedzeniach zarządu bytomskiego klubu. Podkreśla jednak, że dzięki pomocy jego oraz żony Polonia otrzymała licencję na grę w II lidze.
- Nie chcę zdradzać szczegółów, ale pomoc była istotna. Czy dotyczyła finansów, czy organizacji klubu niech to już zostanie między nami - podkreśla Cezariusz Zając, dyrektor bytomskiego klubu.
Na korytarzach chorzowskiego klubu można usłyszeć, że to może być ostatni mecz Śrutwy w niebieskich barwach. - A co, chcielibyście mnie już pożegnać? Taki benefis, tak? - żartuje 34-letni piłkarz. - O przyszłości pomyślę po zakończeniu rundy jesiennej. Na spokojnie. Za pół roku Ruch przecież znowu zagra z Polonią, tylko że tym razem w Chorzowie. Myślę, że warto byłoby to przeżyć jeszcze raz - dodaje.
Mimo że Ruch w dwóch ostatnich meczach zdobył tylko jeden punkt, piłkarz wierzy, że walka o awans do ekstraklasy jest wciąż możliwa. - Tak mecz z Piastem, jak i z Podbeskidziem był do wygrania. Gdybyśmy mieli teraz sześć punktów więcej, od lidera dzieliłyby nas tylko trzy oczka - wzdycha piłkarz. - Zespół trzeba wzmocnić, zaostrzyć rywalizację i wyniki przyjdą same - dodaje.
Gazeta Wyborcza




