» Nowości
Nad Grzegorzem Rajmanem ciąży piłkarskie fatum
Grzegorz Rajman może się uważać za największego pechowca rundy jesiennej w naszym regionie. Pozyskany latem przez Ruch Chorzów z Rozwoju Katowice 30-letni pomocnik wiele sobie obiecywał po grze na Cichej, a tymczasem na boisku spędził zaledwie kwadrans, przez pozostały czas lecząc kontuzje.
– Przechodziłem z Rozwoju do Chorzowa z urazem i nikt tego nie ukrywał. Jeszcze w trakcie gry w Katowicach doznałem pęknięcia stawu skokowego. Leczenie trwało przez cały czerwiec i lipiec. W sierpniu rozpocząłem zajęcia z zespołem Ruchu, ale już na pierwszym treningu z drużyną naderwałem mięsień czworogłowy lewej nogi. Znów na ponad miesiąc byłem wyłączony z zajęć. Kiedy we wrześniu wznowiłem treningi, bardzo chciałem się pokazać z jak najlepszej strony, bo przecież przechodziłem na Cichą po udanym sezonie w III lidze. Jadąc na mecz z Radomiakiem myślałem, że wreszcie nadeszła moja chwila. Wszedłem na boisko po przerwie, ale już po kwadransie gry doznałem naderwania w dwóch miejscach mięśnia dwugłowego, tym razem w prawej nodze. Kiedy znoszono mnie z boiska, byłem kompletnie załamany – powiedział Rajman.
Pech nie po raz pierwszy dopadł sympatycznego piłkarza. Kiedy w sezonie 2000/2001 wychowanek Rozwoju przeszedł do Odry Wodzisław, dwukrotnie w ciągu roku doznał skręcenia stawu skokowego i w efekcie w ekstraklasie rozegrał tylko 4 mecze. – Mam nadzieję, że ciążące nade mną fatum wreszcie się skończy. Właśnie rozpocząłem rehabilitację kontuzjowanej nogi i w tej rundzie już nie zagram. Liczę jednak, że w styczniu razem z chłopakami rozpocznę przygotowania do sezonu i w rundzie wiosennej wreszcie pokażę na co mnie naprawdę stać. To przecież dla mnie ostatni dzwonek, żeby coś osiągnąć w futbolu – stwierdził Rajman, który karierę piłkarza łączy z pracą trenerską, prowadząc z powodzeniem grupę trampkarzy katowickiego Rozwoju z rocznika 1993.
Dziennik Zachodni




