» Nowości
Piłkarz Ruchu Chorzów zagrał w eliminacjach MŚ przeciwko wielu sławnym piłkarzom
- Po meczu z Danią podszedłem do Sorena Larsena z Schalke, zgodził się na wymianę bez żadnych ceregieli. Posiadam też koszulkę Greka Angelosa Charisteasa. Mam nadzieję, że na tym nie zamknę swojej kolekcji. W lutym Kazachstan weźmie udział w silnie obsadzonym turnieju w Turcji. Już czekam na powołanie - mówi Kazach Aleksander Kuczma, obrońca "niebieskich"
Ruch Chorzów to obecnie jedyny śląski klub, który może się pochwalić zawodnikiem grającym w eliminacjach mistrzostw świata. Aleksander Kuczma od kilku miesięcy jest podstawowym zawodnikiem reprezentacji Kazachstanu.
W kończącym eliminacje meczu z Danią strzelił przed tygodniem swojego pierwszego gola dla drużyny narodowej. - Wykorzystałem błąd Tomassona. Przeciąłem podanie, uciekłem obrońcom, wyszedłem sam przed bramkarza i było po sprawie - uśmiecha się.
Wojciech Todur: Pierwszy gol w reprezentacji to chyba wielka sprawa?
Aleksander Kuczma: Pewnie! Jestem bardzo dumny. Rodzina jest dumna!
Jak wiele brakuje reprezentacji Kazachstanu do najlepszych europejskich drużyn?
- Dużo, bardzo dużo. Cały czas robimy jednak postępy, małe kroczki do przodu. Pierwszy mecz z Duńczykami przegraliśmy 0:3, teraz było już tylko 1:2. Trener bardzo nas chwalił. Mamy młody zespół. W składzie przeważają dwudziestokilkuletni piłkarze, którzy na co dzień grają w Kazachstanie. Doświadczenie to ja oraz kilku piłkarzy, którzy grają w Rosji.
Tej jesieni zagrał Pan w meczach z Grecją, Gruzją, Albanią i Danią. Który rywal był najtrudniejszy?
- Cieszyłem się szczególnie na mecz z Grecją, przecież to aktualni mistrzowie Europy. Teraz jednak myślę, że najbardziej wymagający byli Duńczycy. Bardzo twardzi ludzie, grali długą piłkę, nastawili się na walkę w powietrzu.
Podróże z Chorzowa do Ałma Aty są chyba bardzo męczące?
- Nie tyle męczące, co zajmują dużo czasu. Najpierw podróżuję do Warszawy, potem lecę do Frankfurtu, a dopiero z Niemiec do Kazachstanu. Do tego dochodzi pięć godzin różnicy czasu. Cała podróż zajmuje mi około dwóch dni.
Czy dzięki grze w reprezentacji można się wzbogacić?
- Jeżeli się wygrywa. My na razie głównie przegrywamy. Dostaliśmy premię za remis z Gruzją. Dużo! Ale nie powiem ile. Na pewno więcej niż za zwycięstwo w Ruchu.
Wymienił się Pan koszulkami z jakimiś znanymi piłkarzami?
- Pewnie, że tak. To przecież fajna pamiątka. Po meczu z Danią podszedłem do Sorena Larsena z Schalke 04, zgodził się na wymianę bez żadnych ceregieli. Posiadam też koszulkę Greka Angelosa Charisteasa. Mam nadzieję, że na tym nie zamknę swojej kolekcji. W lutym Kazachstan weźmie udział w silnie obsadzonym turnieju w Turcji. Już czekam na powołanie.
W Ruchu nie może się Pan jednak przebić do podstawowego składu.
- Sam nie wiem dlaczego. Jestem w formie, a nie łapię się nawet do 18-osobowej kadry. Gram z Danią o awans do mistrzostw świata, a za kilka dni wracam do Polski i występuję w A-klasowych rezerwach w meczu przeciwko drugiej drużynie Wawelu Wirek. Czy to nie dziwne? Jeżeli nic się nie zmieni, to zimą będę sobie musiał chyba poszukać nowego klubu.
Gazeta Wyborcza




