» Nowości
Ruch Chorzów - ŁKS Łódź 6:1 (2:1)
W wtorkowe popołudnie przy ładnej pogodzie na stadionie chorzowskiego Ruchu zasiadło około 1500 kibiców. Szczęśliwcy, bo tak można nazwać tych, którzy wybrali się dziś na mecz mieli okazję zobaczyć aż siedem bramek i aż sześć strzelonych przez gospodarzy! Na trybunach zasiedli byli zawodnicy „niebieskich”, którzy rozegrają jutro w benefisowym meczu Krzysztofa Warzychy. Sam „Gucio” też oglądał to spotkanie. - Nie wiem, co się dzisiaj stało, moi zawodnicy popełnili błędy, wypadło mi ze składu trzech piłkarzy, próbowałem różnych wariantów, piłkarze grali na nie swoich pozycjach, chciałem pogratulować koledze i życzę powodzenia w trzech następnych meczach – mówił zmartwiony szkoleniowiec łodzian Dragon Dostanić.
Popisali się dzisiaj chorzowscy napastnicy, bo tylko oni strzelali dzisiaj bramki dla Ruchu. - Nie będziemy patrzeć na innych tylko musimy odnieść teraz trzy zwycięstwa, lepiej gra nam się z drużynami z czołówki, nie lubimy „murarzy” – komentuje po meczu strzelec dwóch bramek Krzysztof Bizacki.
Ruch już przed meczem nas zaskoczył nie wychodząc na przed meczową rozgrzewkę, można powiedzieć, że było to dobre posunięcie. Zdeterminowani chorzowscy piłkarze już od pierwszych minut ruszyli do ataków. Już na początku gry w drugiej minucie „setkę” miał Błażejewski po prostopadłym podaniu znalazł się „sam na sam” z bramkarzem, doświadczony Wyparło po strzale „Błażeja” wybił piłkę nogami, po chwili piłka znalazła się pod nogami Foszmańczyka, a ten z 18 metrów chybił przenosząc piłkę nad poprzeczką. Kolejne ostrzeżenie dla łodzian nastąpiło w 14 minucie, gdy Bizacki po podaniu od Wawrzyńczoka znalazł się w polu karnym, piłkę po strzale z ostrego konta zablokowali obrońcy, próbował strzelać jeszcze Smarzyński, ale piłkę z linii wybił „piętką” obrońca ŁKS.
Wreszcie pierwsza bramka na Cichej. Jedna z najjaśniejszych postaci dzisiejszczego spotkania z lewej strony zacentrował płaską piłkę a Śrutwa dopełnił formalności strzelając z jednego metra do bramki bezradnego Wyparły.
Kibice na trybunach nie cieszyli się jednak zbyt długo, bo po 9 minutach padła bramka wyrównująca. Sotirović po podaniu z prawej strony bez zastanowienia uderzył z linii pola karnego w lewy róg bramki Nowaka i na Omedze widniał rezultat 1:1. Po dwóch minutach kolejna groźna akcja łodzian jednak ani Sypniewski ani Wodniok nie zdołali pokonać defensywy Ruchu.
Na pochwałę dzisiaj zasługuje także linia obrony złożona z Sibika, Bartosa oraz Unierzyskiego. W środku pola bardzo dobrze radził sobie Wawrzyńczok, reszta nie odstawała jednak na dużo od poziomu młodego pomocnika.
Wspaniała akcja Ruchu z 33 minuty, po której padła bramka na 2:1. Foszmańczyk zbiegł do środka z piłką i wrzucił ją za plecy obrońców na pole karne, tam dobiegł do niej Ćwielong i pięknym strzałem umieścił piłkę w lewym okienku bramki Wyparły. Była to popisowa akcja młodych zawodników z Chorzowa.
2 minuty po przerwie kolejna wyśmienita akcja chorzowian. 40-metrowe podanie do Bizackiego, ten kryty przez obrońcę przeprowadził kilkunasto metrowy rajd i ze stoickim spokojem strzelił trzeciego gola dla Ruchu.
Trener gości – Dragon Dostanić po tej bramce przeprowadził, aż trzy zmiany. Widać było, że zawodnicy ŁKS nie potrafili, albo nie chcieli udanie zaatakować.
Na nic zdały się jednak zmiany w drużynie łodzian. Swoją drugą bramkę w tym meczu zdobył Ćwielong. Bramka padła po akcji „2 na, 1” w której Śrutwa zgrał na prawo do Ćwielonga, a ten pokonał Wyparłę po raz czwarty. Trzy minuty po tym golu trener, Fornalak przeprowadził zmianę z boiska zszedł żegnany brawami Ćwielong a zastąpił go Janoszka.
Wystarczyło 5 minut „Ecikowi” na strzelenie swojej pierwszej bramki dla Ruchu. - Przyjąłem piłkę, spojrzałem i przymierzyłem w długi róg bramki. ŁKS nie grał w tym meczu już o nic a my graliśmy o zwycięstwo, wyszedłem na boisko wyluzowany, i to był najwyższy czas na trzy punkty- cieszył się po meczu Janoszka.
Kilka minut przed końcem stu-procentową sytuację mieli jeszcze chorzowianie Śrutwa z Bizackim biegli na bramkę łodzian przy tylko jednym obrońcy ŁKS. Śrutwa zamiast podawać do Bizackiego, który był na wolnej pozycji zdecydował się na strzał i bez problemu piłkę chwycił Wyparło.
Po minucie groźną akcję przeprowadzili goście z trudem piłkę wybronił dobrze dysponowany tego dnia Nowak.
W końcówce spotkania szanse mieli jeszcze Smarzyński oraz Bizacki. Podwyższyć mogli też przyjezdni po bramce samobójczej po nieporozumieniu obrońców Ruchu, piłka lecąca do bramki odbiła się jednak od słupka.
- Zależało nam tutaj na zwycięstwie, dalej jesteśmy w grze, ja mam duży niedosyt po meczu z Mławą, za ten mecz 6:1 dostaliśmy tylko trzy punkty, zrobimy teraz wszystko, żeby wygrać trzy ostatnie mecze – myślał już o następnych spotkaniach po meczu trener Fornalak.
- W Mławie mieliśmy też wiele sytuacji stu-procentowych tam powinniśmy wygrać 5:1 a nie przegrać 1:0 i było by spokojniej. Oddałbym dzisiejsze moje bramki, aby strzelić tam jedną, wygralibyśmy 1:0 i by było sześć punktów a nie tylko trzy – dodał Bizacki.
Nic po pierwszej połowie nie wskazywało na tak wysoki wynik. Jednak gra Ełkaesu w drugiej połowie "siadła" i to Ruch walczący o utrzymanie objął zdecydowaną inicjatywę. ŁKS jest w środkowej części tabeli i nic mu nie grozi widać było w tym meczu, że nie walczą już o nic w tym sezonie. Nic nie ujmując zwycięzcom, "niebiescy" pokazali dzisiaj, że jeszcze nie są na straconej pozycji.
Ruch Chorzów - ŁKS Łódź 6:1 (2:1)
1:0 - 21' Śrutwa
1:1 - 30' Sotirović
2:1 - 38' Ćwielong
3:1 - 48' Bizacki
4:1 - 68' Bizacki
5:1 - 70' Ćwielong
6:1 - 79' Janoszka
Ruch: Nowak - Bartos. Sibik. Unierzyski - Smarzyński (85' Molek), Wawrzyńczok, Foszmańczyk (81' Musiał), Błażejewski - Śrutwa, Bizacki, Ćwielong (74' Janoszka).
ŁKS: Wyparło - Centkowski (67' Kljajević), Golański, Kłus, Łochowski - Mysona, Niżnik, Przybyszewski (60' Słowiński), Sotirović - Sypniewski, Wodniok (55 Nuckowski).
Żółte kartki: Nowak (Ruch) - Przybyszewski, Wodniok (ŁKS)
Sędzia: Piotr Wieczerzak (Kraków)
Widzów: 1500




